Jak tylko moje letnie przeziębienie (kto bywa na Facebooku, ten wie, że żaliłam się na katar, kaszel i gardło) odpuściło za sprawą czosnku w miodzie, zaraz zaczęłam bawić się, robiąc żel pod prysznic. Dlaczego piszę, że zaczęłam się bawić? Bo to jest naprawdę fajna zabawa i żałuję, że dopiero teraz się za nią zabrałam. Kolorowe żele na bazie mydła potasowego Inez pokazała już dawno, a ja naprawdę niepotrzebnie zwlekałam. Potrzebowałam chyba przypływu energii po chorobie, by się za to zabrać, a dodatkową mobilizacją był z pewnością fakt całkowitej detergentowej pustki w łazience. Bo zostały tylko mydła w kostce, które bardzo lubię, ale niekoniecznie w kabinie prysznicowej. Sama nie wiem, dlaczego pod natryskiem wolę mieć żel albo mydło w paście, ale tak właśnie jest. No i wreszcie teraz zrobiłam własny żel pod prysznic, a właściwie to nawet cztery różne żele! Dlaczego od razu cztery? Bo ich tworzenie okazało się doskonałą zabawą.
Żel pod prysznic albo mydło w płynie
Reklamy, drogerie i sklepy z kosmetykami przyzwyczaiły nas do niezwykle drobiazgowych podziałów. Mydło w kostce, mydło w płynie, płynne mydło hypoalergiczne dla wrażliwców, płyn do higieny intymnej (dla kobiet i mężczyzn oddzielnie), szampony do rozmaitych rodzajów włosów i koniecznie włosowa odżywka. Mydło kuchenne, łazienkowe, garażowe, spiżarniane, ogrodowe – jakie jeszcze znamy rodzaje mydła? Jakieś pomysły? Dla kominiarzy, murarzy, górników, mechaników samochodowych i różnych innych mechaników, dla piekarzy, młynarzy, energetyków, drukarzy, cukierników, introligatorów, kucharzy, kierowców i motorniczych tramwajowych? Jakie jeszcze specjalistyczne kosmetyki myjące można wymyślić???
A przecież chodzi w tym wszystkim tylko o zwiększenie sprzedaży. Chodzi o to, by w jednej łazience, na jednej umywalce znalazły się różne produkty dla różnych członków rodziny. Oddzielnie mydło dla taty mechanika do mycia bardzo zabrudzonych rąk, osobne nawilżające dla mamy księgowej, zupełnie inne dla chłopca z alergią i jeszcze inne dla dziewczyny szczególnie dbającej o wygląd. Tak, jakby reszta rodziny o wygląd nie dbała wcale 😀

A ja myślę, że można zrobić uniwersalny środek myjący dla wszystkich, albo dla prawie wszystkich członków rodziny. Twój własny żel pod prysznic czy też mydło w płynie może dobrze myć, a przy okazji nawilżać albo chociaż nie wysuszać skóry. Nie musi podrażniać wrażliwca, może pielęgnować, działać przeciwtrądzikowo, a w dodatku świetnie się pienić i pięknie pachnieć. Ideał?

Żel pod prysznic - to takie łatwe!
Inez podaje nam recepturę na mydło w płynie jeszcze z XIX wieku - jeśli w tamtych czasach ludzie dawali radę je zrobić, to my teraz tym bardziej damy radę. Do wykonania żelu nie potrzeba wiele. Na początek należy mieć mydło potasowe (dowolne, ale przetłuszczenie nie może być duże, najwyżej 1% – można tu więc wykorzystać nawet potasowe mydła gospodarcze), glicerynę i syrop prosty. Ten ostatni składnik jest naprawdę prosty – to woda i cukier w proporcji wagowej 1:1, wymieszane, rozpuszczone, zagotowane i wystudzone. Trwałość tego produktu jest bardzo duża. Podobny nieco syrop przygotowuję w karnawale do drinków - okazuje się, że odległość między kuchnią i łazienką jest mniejsza, niżby można przypuszczać 🙂
Najprostsze mydło w płynie to mydło potasowe rozpuszczone po prostu w wodzie. Wspominałam o nim we wpisie o Sapo kalinus. Pisałam wówczas tak: "Zaleca się rozpuszczenie 1 części wagowej mydła (np. 50 g) w 2 częściach wagowych wody destylowanej (czyli 100 g). Potasowe mydło (Sapo kalinus) w płynie ma rzadką konsystencję, jest jednak bardzo wydajne i dobrze się pieni. Ma tylko jedną wadę – jest rzadkie i niestety część przecieka między palcami. Ale znalazłam na to radę – mamy w łazience taką fajną butelkę, która podczas dozowania zamienia płyn mydlany w lekką piankę. Teraz nic nie ucieka, a piana cudownie i delikatnie myje." Butelkę z końcówką pianotwórczą będziemy nadal używać, bo bardzo ją lubię i podoba mi się wydobywająca się z niej gotowa piana mydlana. Ale to się dobrze sprawdza, gdy butelka spieniająca stoi na umywalce. Pod natryskiem wolę inne rozwiązania. Najbardziej podoba mi się pachnący żel pod prysznic.
Najpierw zrób mydło w płynie (XIX-wieczny przepis vintage)
- 300 g mydła potasowego o przetłuszczeniu nie większym niż 1% (tutaj poszłam po najmniejszej linii oporu i wykorzystałam po prostu mydła gospodarcze - głównie kokosowe z niewielkim dodatkiem lnianego (ot, takie tam poprodukcyjne resztki)
- 300 g gliceryny
- i 300 g syropu prostego z cukru i wody, o którym wspomniałam wyżej
Mydło postaraj się rozdrobnić. Kokosowe ma taką konsystencję, że można je pokroić w kostkę. Wszystkie składniki umieść w naczyniu, wymieszaj i pozostaw do rozpuszczenia we w miarę ciepłym miejscu. Musisz uzbroić się w cierpliwość – stopniowe rozpuszczanie mydła trwa długo, mogą to być nawet 3 doby. To dlatego – zaraz po względnym rozpuszczeniu pierwszej próbnej partii – postanowiłam rozpuścić w glicerynie z syropem cały mój domowy zapas mydła potasowego. Bo przewiduję kolejne eksperymenty 🙂

Już na etapie przygotowań do rozpuszczania mydła możesz puścić wodze fantazji. Zamiast gliceryny możesz tu użyć dowolnego ekstraktu glicerynowego, czyli glicerytu. Musisz jednak pamiętać, że w takim ekstrakcie nie ma 100% gliceryny, więc wyjdzie troszkę inna konsystencja mydła w płynie. Kolor ekstraktu glicerynowego może mieć wpływ na ostateczny kolor żelu. Zamiast wody możesz do sporządzenia syropu cukrowego użyć naparu ziołowego lub nawet hydrolatu – znów musisz pamiętać o barwie, jeśli będzie to mocny napar ziołowy. Ten trick pozwala dodatkowo wzbogacić skład mydła o wyciągi ziołowe. Możesz użyć roślin o właściwościach szczególnie odpowiednich do pielęgnacji Twojej skóry.

Czas na kolorowe żele pod prysznic
Robiąc końcowy produkt, czyli żel pod prysznic (bo to na nim od początku mi zależało), puściłam wodze fantazji. Na maksa pofolgowałam własnej wyobraźni – zarówno jeśli chodzi o kolor żelu, jak i o jego zapach. W rezultacie powstały cztery różne żele, cztery butelki pełne aromatu naturalnych olejków eterycznych oraz potencjalnej piany.
- 100 g mydła w płynie przygotowanego opisaną wyżej metodą
- około 100 g betainy kokamodopropylowej lub innego detergentu
- opcjonalnie - łyżka wybranego oleju, ale nie więcej, aby się żel nie rozwarstwiał
Oba produkty plus ewentualnie olej wystarczy zmieszać łyżeczką w naczyniu – i już, prawie gotowe. W ramach eksperymentowania możesz użyć glukozydu decylowego albo innego detergentu. Glukozyd decylowy jest łagodny, znacznie zwiększa pienistość, jednak nie zagęszcza żelu. Tymczasem betaina kokamidopropylowa jest stosunkowo tania, a w połączeniu z płynem mydlanym doskonale się pieni i świetnie myje. Jej dodatkowym atutem jest bardzo skuteczne zagęszczenie produktu. Po dodaniu betainy dość rzadkie mydło w płynie zmienia się w gęsty żel pod prysznic. Gotowy produkt ładnie się pieni jako płyn do kąpieli (pieni się zdecydowanie mocniej, niż samo mydło), myje dobrze nawet w twardej wodzie, nie ucieka z dłoni pod prysznicem, nie przecieka między palcami. Proporcje mydła do betainy należy dobrać indywidualnie, zgodnie z własnymi preferencjami.

Żel pod prysznic - zapach i kolor
Gdy w zlewce masz już wymieszane mydło w płynie z innym detergentem, nadchodzi czas na doprawienie żelu kolorem i zapachem. Można go oczywiście używać bez tych dodatków - będzie wtedy żelem hypoalergicznym - bezbarwnym i bezzapachowym. Ale ja postanowiłam dobrze się tu zabawić 😀
Żółty żel pod natrysk
Do pierwszej porcji dodałam łyżkę oleju arganowego oraz olejki eteryczne o cytrusowej nucie – pomarańczowy, may chang, mandarynkowy, grejpfrut. Zauważyłam, że dodatek may chang dość mocno zagęścił produkt, jednak rozrzedził się on znacznie po dodaniu olejku grejpfrutowego. Gotowy żel pod prysznic pachnie orzeźwiająco, energetyzująco, pięknie, następnym razem postaram się jednak nie używać grejpfruta, aby uniknąć ewentualnych kłopotów. Kolor żelu pochodzi tylko od olejków eterycznych, głównie mandarynka wpłynęła na barwę gotowego kosmetyku.
Czerwony żel pod prysznic
Drugą porcję aromatyzowałam przy pomocy eukaliptusa gałkowego, olejku z kory cynamonu i odrobiny olejku różanego. Ten ostatni jest syntetyczny, ale pod względem chemicznym bardzo zbliżony do naturalnego, czyli identyczny z naturalnym. Bo naturalny olejek różany jest niezwykle drogi i nie mam go w sklepie ani w domu. Żel pod prysznic zabarwiłam na czerwono barwnikiem spożywczym w ilości "na czubku noża", bo to wydajny barwnik. Użyłam go z powodu braku na stanie innego czerwonego naturalnego barwnika - czas uzupełnić zapasy. Marzy mi się smocza krew, czerwona żywica amazońskiego drzewa 🙂
Żel pod natrysk szmaragdowo-zielony
Do trzeciej porcji dodałam spirulinę w ilości dużo za dużej – gotowy żel pod prysznic jest w rezultacie zbyt ciemny i nie widać dokładnie, jaki ma kolor. Nie widać, gdy żel pozostaje w butelce, na szczęście wylany na dłoń okazuje się mieć naprawdę zieloną barwę. A to było nie więcej, niż ćwierć łyżeczki na 250 ml gotowego mydła! Zielony kolor uzupełniłam zapachem sosny, jodły, rozmarynu i odrobiny cedru. Zauważyłam, że po zmieszaniu tych kilku olejków z żelem gęstość trochę “siadła”. Ale odzyskałam dobrą konsystencję żelu po dodaniu jeszcze odrobiny olejku rozmarynowego. Wniosek – rozmaryn zagęszcza żel pod prysznic. Oj, całość mocno pachnie lasem!
Czarny żel - mydło w płynie
I wreszcie czwarty żel pod prysznic, czarny, wzbogacony dodatkiem węgla aktywnego i olejkami z drzewa herbacianego i rozmarynu – oczekuję po nim działania odświeżającego i antybakteryjnego. Na razie zapach bardzo mi się podoba. I do tego aksamitna czerń – piękny jest ten żel, prawda? Węgla dodałam tak malutko, że nie powinien brudzić umywalki ani brodzika. To był naprawdę sam czubek łyżeczki.
Nad zapachami i kolorami trzeba jeszcze popracować, dziś to były pierwsze próby. Zabawa przednia! Mam teraz cztery butelki wspaniałego domowego żelu pod natrysk czy też mydła w płynie. Bo gotowy produkt można używać i tak, i tak. Spróbuję go też przetestować jako szampon – ciekawa jestem, czy się sprawdzi w tej roli.
Gotowe kolorowe żele można wlać do każdej dowolnej butelki czy słoiczka, ale najładniej prezentują się w przeźroczystych butelkach PET. Są one wprawdzie z plastiku, ale można je napełniać wielokrotnie, więc to w sumie dość ekologiczne rozwiązanie. No i nie ma niebezpieczeństwa stłuczenia, gdy śliska butelka wypadnie z ręki.
O tworzeniu pachnących kolorowych żeli czy mydeł w płynie możesz też poczytać u Inez oraz u Emilki.






















Właśnie rozpuszczam mydło w glicerynie i syropie, ciesze się jak małe dziecko 😀 Nie mogę się doczekać aż wszystko się rozpuści do końca.
Dzięki za super inspiracje!
Tak, dla mnie też była to wielka frajda. I wiesz, muszę zrobić nową porcję, bo wszystko już wypaćkaliśmy. Baw się dobrze!
Jakiego innego detergentu mogę użyć, proszę przynajmniej dwa.
Przykładowo mogą to być różne glukozydy: decylowy, kaprylowo-kaprynowy, laurylowy.
Hej. Robię właśnie żele pod prysznic z Twojego przepisu i mam pytanko jaką ilość olejków eterycznych dodawałas? ?
Aga, nie potrafię precyzyjnie odpowiedzieć, bo lałam "na oko" (a raczej na nos). W każdym razie na pewno nie dozowałam kroplami, raczej były to chlusty 🙂 Tyle, by już nie dominował zapach mydła, choć wciąż był wyczuwalny.
To znowu ja 🙂 Żele wyszły cudowne!
Zastanawia mnie jednak, jak długo będą zdatne do użytku? Ile można je bezpiecznie przechowywać?
Olu, popatrz na skład. Cukier, mydło, gliceryna, olejki eteryczne - tu praktycznie nie ma zwyczajnej fazy wodnej. W tym żelu praktycznie nic nie może się popsuć, bakterie nie mają szans. Trwałość produktu jest pewnie znacznie, znacznie dłuższa niż czas, w jakim jesteś w stanie zużyć żel. Zwłaszcza, że jego stosowanie jest tak miłe i zachęcające do kąpieli, że nie chce się wychodzić spod natrysku. Też tak masz?
Bardzo ciekawe przepisy. Zacząłem się bawić w naturalną chemię domową i kosmetyczną. Wkrótce zamierzam zabrać się za mydła, zamówiłem już blender. Zrobiłem już parę zakupów w sklepie, natomiast mam pytanie. Chcę wykorzystać gumę ksantanową do zagęszczania np. szamponu na bazie orzechów piorących. Niestety jest ona ciężka do rozpuszczenia, tworzą się za przeproszeniem, gluty. Czy jest na to jakiś sposób? Mam również propozycję jeśli chodzi o sklep. Przydałaby się opcja wysyłki do paczkomatu albo odbioru na poczcie. Nie zawsze można być w domu i czekać na kuriera, a i koszt dostawy byłby niższy, co jest szczególnie istotne przy mniejszych zamówieniach. Pozdrawiam
Guma ksantanowa ma rzeczywiście skłonność do tworzenia "glutów", trzeba ją więc wziąć sposobem. A najlepszy sposób jest taki: odmierzoną ilość (zawsze niewielką) proszę rozsypać na powierzchni płynu i pozostawić w spokoju na kilka minut. Gdy guma się nawodni, lekko spęcznieje - dopiero wtedy można zacząć ją łączyć z płynem, najlepiej krótko miksując np. blenderem. Mnie ten sposób zawsze się sprawdza, nie mam klusek w szamponie 🙂
Teraz druga sprawa - dziękuję za zakupy oraz za sugestie dotyczące wysyłki, ale - proszę mi wierzyć - wszystkie opcje zostały dokładnie przemyślane. Proszę zwrócić uwagę, że to są tylko koszty kuriera DPD, wszelkie koszty pakowania sklep bierze na siebie. Czasem jest to kartonik z odzysku, ale częściej trzeba użyć nowego opakowania i tych wszystkich zabezpieczających bąbelków, a tym nie obciążamy naszych Klientów. Co się tyczy poczty i zwłaszcza paczkomatu - to jest nierealne ze względu na koszty dojazdu, które byłyby po naszej stronie. Niemałe koszty z powodu odległości.
Kłopot z czekaniem na kuriera wiele osób rozwiązuje w ten sposób, że zamawiają dostawę np. do miejsca pracy albo do sąsiada, który zawsze jest w domu. Albo do zaprzyjaźnionego sklepu. Albo - do najbliższego punktu odbioru (dogodny punkt Pickup można znaleźć tutaj), do którego zresztą każdy może przekierować paczkę bezpłatnie, korzystając z numeru przesyłki, który każdorazowo dostarczamy Klientom e-mailem. Poza tym kurierzy danej firmy zazwyczaj przyjeżdżają o stałej porze, więc nie trzeba czekać przez cały dzień.
Pozdrawiam 🙂
Witam, zrobilam mydło potasowe ze swojego pzrepisu z 0 przetluszczeniem, rozpuscilam go w wodzie z dodatkiem kwasu mlekowego, przelałam do butelki i służy mi za żel i szampon( do części żelowej dodałam łyżeczkę oliwy i łyżeczkę glicertny) zastanawiam się nad sensem łączenia z syropem i betainą bądź decylem. Co to ma dać? dodatkowe nawilżenie?pielęgnację? konserwację? mój zel pieni się wystarczająco ale jestem początkująca więc chętnie więcej sie dowiem. Ja stawiam na sodowe kostki ale rodzinka woli żel?pozdrawiam.
Jeśli odpowiada Ci Twój żel z dodatkiem kwasu mlekowego - to idealnie, on ma służyć Tobie i Tobie ma odpowiadać jego konsystencja i działanie.
Mój przepis to stara receptura vintage. Nie weryfikowałam jej, tylko po prostu zrobiłam żel, który jest super i bardzo mi odpowiada pod każdym względem. Duży dodatek gliceryny z pewnością ma służyć nawilżaniu skóry podczas kąpieli, zaś syrop cukrowy użyty do rozpuszczania mydła jest czymś w rodzaju prostego emulgatora.
Dzięki niemu gotowy żel nie rozwarstwia się po dodaniu olejków eterycznych (wiem, że żel może się rozwarstwić, bo raz tak mi się stało, gdy dla poprawy konsystencji zbyt gęstego żelu dodałam do niego hydrolat). Zaś betaina kokamidopropylowa powoduje zgęstnienie żelu tak, że nie przecieka on przez palce. Glukozyd decylowy (który też wypróbowałam) nie daje wystarczającego efektu gęstości żelu.
Ale oczywiście - jeśli Twój płyn z mydła potasowego daje Ci oczekiwany efekt - pozostań przy własnej recepturze. Nie jest ani trochę gorsza, niż moja 🙂
Nie wiem, co zrobiłam źle, ale moje żele mi nie wyszły 🙁 Tzn konsystencja była ok, ale zapach okropny, taki zalatujący rybnym tranem. Wykorzystałam mydło gospodarcze kokosowe, po zrobieniu z niego mydła w płynie zapach był ok - neutralny, mydlany. Ale po dodaniu betainy i oleju arganowego zaczęło to pachnieć niezbyt ładnie, olejki eteryczne sprawy nie polepszyły, mam nawet wrażenie, że zapach się po nich pogorszył (zrobiłam trzy żele, każdy z innymi olejkami, mniej więcej takie jak Twoje). Poza tym samo mydło w płynie ma bardzo wysokie ph (między 10a 11) i strasznie wysusza skórę (została mi resztka, dodałam do niego olejku lawendowego i to ładnie pachnie). Żele wylałam, mydło zostawiłam - można zrobić z niego płyn do naczyń?
Przepraszam, że odpowiadam dopiero teraz, ale Twój komentarz trafił do spamu i właśnie dziś go stamtąd wydobyłam.
Nie mam pojęcia, co mogłaś zrobić źle i skąd ten dziwny zapach. Szkoda, że był aż tak okropny, że musiałaś wylać żele.
Co do mydła w płynie - to jest zdecydowanie zbyt wysoki odczyn i pewnie dlatego podrażnia i wysusza skórę. Moje mydło w płynie (czyli rozpuszczone w syropie cukrowym i pomieszane z gliceryną) ma pH 9, jest więc zupełnie dobre do mycia. A obecność gliceryny nawilża skórę. Sprawdziłaś pH swojego mydła gospodarczego przed rozpuszczeniem go do postaci płynnej?
Jeśli zrobisz z niego płyn do naczyń, to pewnie będzie dobrze mył, ale Ty do zmywania powinnaś zakładać rękawiczki. A może dodanie odrobiny octu lub kwasku by pomogło? Na pewno udałoby się w ten sposób obniżyć pH.
mikstura zrobiona wg Twojego przepisu ma niemiły chemiczny zapach, trochę jakby rybi, raczej okropny. Trudno to przytłumić dodatkiem środków perfumiarskich. A że stosuje się na skórę, to może pozostać
Zrobiłam żel wg Twojego przepisu. Baza z mydła kokosowego, gliceryny i syropu ma odstręczający, chemiczny zapach. Ciężko go przytłumić dodatkiem zapachowym. Nie jest jakiś bardzo mocny, wyczułam go po zbliżeniu nosa do naczynia, w którym sporządzałam ten żel. Mnie to przeszkadza. Może to cukier, nie wiem. W każdym razie byłoby dobrze, gdybyś napomknęła w swoim przepisie o tym mankamencie, wtedy wiedziałabym, czego ew. mogę się spodziewać.
Dodam, że kupiłam składniki w Twoim sklepie i zastosowałam się ściśle do przepisu, sądzę więc, że nie jest to jakiś mój tylko przypadek. Ta mikstura przed perfumowaniem śmierdzi, a potem też się to wyczuwa
Zofio, zapach żelu pod prysznic najlepiej jest testować np. namydlając dłonie, bo wraz z wytworzoną pianą uwalniają się olejki eteryczne (zapachowych nie używałam, więc tu się nie wypowiem). Wąchanie kosmetyku wprost z butelki nie oddaje jego prawdziwego zapachu.
Piszesz, że mikstura przed perfumowaniem śmierdzi i powinnam o tym napisać. Ale ja opisuję moje własne "przygody" i własne odczucia, a mnie nie drażni zapach mydła potasowego. Lubię zapach prawdziwego, surowego mydła, kojarzy mi się z czystością. Mnie mikstura nie śmierdzi, zwłaszcza, że wiem, że za chwilę i tak jej zapach się zmieni pod wpływem użytych olejków. Więc nie mogę tego napisać z czystym sumieniem. Może jakoś napomknę o Twoich odczuciach, ale muszę pomyśleć, jak to ubrać w słowa. Myślę, że na razie Twój komentarz wystarczy jako ostrzeżenie dla innych.
Dodam też, że czasem robimy ten żel na warsztatach i nikt dotąd nie zgłaszał mi takiego odczucia, jak Twoje.
Proszę, umyj dłonie swoim żelem, może wówczas odczarujesz go i zmienisz zdanie na temat jego brzydkiego zapachu - bo przestanie być brzydki 🙂 Ale na pewno nie można się po nim spodziewać sztucznego, perfumowanego, drogeryjnego zapachu, jakim charakteryzują się płyny kąpielowe dostępne w handlu.
Przykro mi, że się rozczarowałaś.
Też lubię zapach prawdziwego mydła, ale to na pewno nie był taki zapach. Nie szukam też sztucznego drogeryjnego zapachu. Wydaje mi się, że blog powinien być przede wszystkim rzetelny. Jak coś śmierdzi, to piszesz, że śmierdzi, ale Ci nie przeszkadza, a nadto to poperfumujesz . Zostaw wybór czytelnikowi.
Raz jeszcze powtórzę - nie mogę w swojej rzetelności napisać na blogu, że coś śmierdzi, jeśli nie śmierdzi. Przed chwileczką dla pewności otworzyłam mój pojemnik z "półfabrykatem" z mydła, syropu cukrowego i gliceryny. Dałam też do powąchania mężowi, który ma bardzo wrażliwy nos. Oboje uważamy, że to normalny mydlany zapach.
Nie chcę być obcesowa, ale taka jest prawda. Nie śmierdzi. I to nie dlatego, że ten zapach nie przeszkadza mnie. Obiektywnie rzecz biorąc - nie jest nieprzyjemny, jak więc mogę napisać, że śmierdzi?
Może rzeczywiście coś paskudnego jest w Twoim cukrze? To jedyny składnik, który różni nasze żele. Ja używam cukru chemicznie czystego, bez dodatku antyzbrylaczy. Może tu tkwi problem, nie wiem, jak inaczej wytłumaczyć Twój przypadek.
Przepraszam, że się włącze do dyskusji, ja jestem na świeżo z tym żelem, mam na razie rozpuszczone mydło potasowe, gliceryne i cukier prosty i ta mieszanina wręcz mi pachnie a nawet nie uźywałam jeszcze olejków eterycznych, i moje pytanie czy mogę zamiast betainy kokamopropylowej dodać betainy kokosowej,do tej pory mogę stwierdzić, że to pachnie a nie śmierdzi
Nie przepraszaj, dobrze, że się włączasz do dyskusji 🙂 Im więcej głosów, tym lepiej.
Sądzę, że osoby, którym żel nieładnie pachnie, mają jakiś zanieczyszczony cukier, to bardzo prawdopodobne.
Zamiast betainy kokamidopropylowej możesz użyć dowolnego detergentu, jeśli tylko nie podrażnia Twojej skóry. Powodzenia!
Dzień dobry,właśnie próbuje zrobić żel według Pani receptury,mydło mam już rozpuszczome razem z gliceryna i cukrem prostym ale mam pytanie czy zamiast betainy kokamopropylowej(której nie mam) mogące dać betaine kokosową,bardzo proszę o odpowiedź,pozdrawiam
Chyba już odpowiedziałam pod innym komentarzem 🙂 Pozdrawiam!
Serdecznie dziękuję za podpowiedź, właśnie jestem po pierwszej porcji żelu, na zielony kolor dodałam spiruliną i olejek zapachowy róża, zrobiła się bardzo gęsta masa,co mogę dodać aby ją troszkę rozrzedzic,pozdrawiam, super sprawa z tym żelem ???
Niektóre olejki tak zagęszczają masę, tego z góry nie przewidzisz. Pozostaje tylko rozcieńczyć wodą destylowaną albo hydrolatem, ja raz też tak musiałam zrobić. Albo przemęczyć się z takim gęstym, o ile da się go wydobyć z butelki 🙂
Witam,
wczoraj zrobiłem pierwsze swoje mydło (gospodarcze potasowe rzepakowe) wg tutejszego przepisu, z przygodami, ale chyba wyszło, więc zachęcony sukcesem zacząłem szukać dalszych wyzwań 🙂
Padło na mydło kokosowe i dalej - żel pod prysznic. Namierzyłem wszystkie składniki, ale zastanowiła mnie informacja odnośnie betainy zawarta w opisie: 'Powoduje poważne uszkodzenie oczu. Działa szkodliwie na organizmy wodne, powodując długotrwałe skutki. Unikać uwolnienia do środowiska.'
Szybki research w necie wskazał, że jednak może nie być to taka przyjemna substancja, może i lepsza od SLS-ów, ale też uczula i podrażnia.
I tu pytanie - jakie inne detergenty się tu sprawdzą? Glukozyd decylowy? Glukozyd laurylowy?
Negatywne informacje dotyczące betainy mówią o produkcie stężonym. Tak samo negatywne skutki powodowałoby uwolnienie do środowiska worka soli kuchennej, a przecież ją jemy - to dawka czyni truciznę i stwarza problem. Oczywiście - są ludzie, którzy unikają używania betainy kokamidopropylowej i zastępują ją innymi detergentami. Na szczęście jest spory wybór.
W żelu pod prysznic możesz użyć dowolnego detergentu. Z glukozydem laurylowym nie robiłam doświadczeń, natomiast decylowy nie powoduje takiego fajnego zagęszczenia żelu. Ale próbuj, powodzenia 🙂
Zrobilam ten zel na bazie mydla kokosowego super piana 🙈 ale niestety wyszedl bardzo rzadki co teraz? Dodac gumy ksantanowej ? Czy jak. Nie wiem co jest nie tak bo wszystko zrobilam dokladnie wedlug przepisu
Zrobiłaś według przepisu - czyli użyłaś gliceryny, syropu z cukru i dodałaś betainę kokamidopropylową, a on nadal jest rzadki? To trochę dziwne, ale różne cuda się zdarzają. Hmmm, ja bym dodała więcej betainy, bo ona pięknie zagęszcza żel w tym przepisie. A niektóre zapachy powodują wręcz, że żel zamienia się w gęstą pastę, którą trudno wydobyć z butelki (tak działa np. olejek różany z naszego sklepu). Nie wiem, co jeszcze mogę Ci doradzić, eksperymentuj!
Dzień dobry. Tydzień temu i ja zrobiłam żel tzn. Na razie czekam tydzień aż mi się rozpuści mydło gospodarcze w syropie i glicernie. Już tydzień mija a mydło dalej się nie rozpuściło. Czy może dlatego że było zrobione metodą na zimno? Może podgrzać? 😀
Nie mam pojęcia, czy powstawanie metodą na zimno może mieć tu jakikolwiek wpływ. Ja bym trochę podgrzała.
Czy wersja podstawowa bez olejków eterycznych jest bezpieczna dla kobiet w ciąży? Chciałabym zrobić ale niewiem czy nie ma przeciwwskazań 🙂
Tak, bezzapachowa wersja jest w pełni bezpieczna dla kobiet w ciąży.
A ja mam takie pytaniw: dlaczego należy tak dlugo czekać, aż mydło się rozpuści "samo"? Nie można mieszaniny lekko podgrzewać, by proces przyspieszyć?
Można, oczywiście. Czasem to bywa nie do końca skuteczne, bo mydło po prostu opornie i wolno się rozpuszcza, a ja nie lubię bez potrzeby stać nad garnkami. Wolę dać mu czas i niech samo się rozpuści. Ale jeśli masz cierpliwość - podgrzewaj i mieszaj, powodzenia!
Dzień dobry, rozpuściłam mydło potasowe z gliceryną i syropem cukrowym(używam jako mydło w płynie do rąk), wszystko wyszło bardzo dobrze tylko przy myciu rąk gdy zmyje się już piana ręce są jakby "tępe", czym może być spowodowane takie uczucie "tępości"? Dodam że później dodałam oleju ze słodkich migdałów, ponieważ myślałam że może być to wina niskiego przetłuszczenia jednak działo się to samo. Z góry dziękuję za odpowiedź.
Nadal myślę, że jest to wina zerowego przetłuszczenia. Dodany olej trudno dokładnie zmieszać z resztą płynu bez dodatku emulgatora. Obiecuję popracować nad tym zagadnieniem.
A jako rozwiązanie tymczasowe proponuję jakiś balsam do rąk, jeśli czujesz, że są wysuszone. Jeśli tylko tępe, to nie ma czym się martwić.
A swoją drogą ciekawe, jak by się zachował płyn na bazie mydła potasowego z przetłuszczeniem - sama jeszcze nie próbowałam. Niech się te przetwory skończą, to będę mogła nareszcie pobawić się mydłem 🙂