Sapo kalinus – mydło potasowe lniane

Po raz pierwszy sapo kalinus, czyli mydło potasowe zrobiłam wiosną tego roku. Apetycznie pachniało świeżutkim olejem lnianym, oczywiście takim tłoczonym na zimno. Miało wygląd i konsystencję galaretki z jabłek i wspaniałe właściwości. J. zakochał się w nim od razu, mył nim twarz i włosy, a w końcu całe ciało. Kilka obdarowanych nim osób chwaliło, że jest świetne do moczenia stóp i dłoni, że doskonale zmiękcza stwardniały naskórek, że pielęgnuje spierzchniętą skórę.sapo kalinus

Latem nie miałam czasu na mydlenie. Latem przetwarzałam warzywa i owoce, kisiłam i octowałam wszystko, co wpadło mi w ręce. Powstawały maceraty olejowe, jak na przykład ten z pokrzywy czy z dziurawca. Konserwowałam zebrane zioła pod postacią glicerytów, jak opisany tu żywokost i śledziennicę, wyciągów alkoholowych (nie wszystkie stają się nalewkami do celów spożywczych, niektóre mają zastosowanie lecznicze lub kosmetyczne) i mlekowych. Nasz zapas lnianego sapo kalinus skończył się już dawno i J. domagał się, żebym koniecznie zrobiła nowe. Rzeczywiście, ewidentnie potrzebuje tego mydła. Szara, zmęczona cera wymaga wsparcia, a J. nie lubi używać jakichkolwiek kremów do twarzy, więc jego mydło musi mieć właściwości wybitnie pielęgnujące.sapo kalinus

Sapo kalinus – mydło potasowe, może być barwy szarej (mydło szare – najczęściej lniane), białawej (zwykle ze smalcu, a z tłuszczów roślinnych dobry będzie olej kokosowy albo palmowy)  lub zielonej (Sapo viridis – mydło zielone, zazwyczaj z oleju konopnego lub oliwy). Działa oczyszczająco, antyseptycznie, przeciwłojotokowo, keratoplastycznie (rozmiękczająco na naskórek – dzięki czemu ułatwia wnikanie substancji leczniczych), a po pozostawieniu na skórze – keratolitycznie (złuszczająco). Przyczynia się do udrożnienia ujść gruczołów łojowych i mieszków włosowych. W roztworach, mazidłach, zawiesinach, emulsjach oraz pozostawione na skórze na noc – pobudza krążenie krwi w skórze. Mydło potasowe zwane również szarym mydłem,  ma ugruntowaną pozycję w społecznej świadomości – przez lata dostępne było pod marką Biały Jeleń, kojarzone z delikatnością, przeznaczone dla alergików i osób cierpiących na choroby skórne. Dzisiejszy Biały Jeleń to mydło sodowe – bo produkcja łatwiejsza i tańsza. (źródło)sapo kalinus

Wodorotlenek potasu (KOH)

Ciepła woda i tłuszcze – powodują rozpulchnienie i rozmiękczenie naskórka oraz gruczołów łojowych, nie powodując jednak ich usunięcia (oddzielenia, złuszczenia). Do tłuszczów rozmiękczających naskórek należą: olej lniany Oleum Lini, olej rycynowy Oleum Ricini, olej rzepakowy Oleum Rapae, olej migdałowy Oleum Amygdalarum, olej z oliwek (oliwkowy) – Oleum Olivarum. Właściwości oczyszczające, rozpulchniające naskórek i zmiękczające posiadają również mydła Sapones oraz ich roztwory: spirytus mydlany – Spiritus Saponis kalini, mydło potasowe Sapo kalinus (Sapo viridis), mydło lecznicze Sapo medicatus. Rozmiękczający wpływ na naskórek wykazuje również roztwór amoniaku (źródło). Nic dziwnego więc, że moje lniane mydło potasowe ma tak dobre oddziaływanie na skórę i włosy. Myje, rozmiękcza i pozwala złuszczyć zrogowaciały naskórek, oczyszcza mieszki włosowe. Dzięki temu zapobiega łojotokowi i powstawaniu zaskórników oraz łagodnie pozwala odsłonić nową, młodą skórę. Przy tym nie wysusza, bo niezmydlona część oleju doskonale pielęgnuje.sapo kalinus

O wielu zdrowotnych i pomocnych w leczeniu walorach mydła potasowego warto poczytać także w artykule Mydła potasowe w terapii chorób przewlekłych. Ale oprócz zastosowania w rozmaitych terapiach to po prostu jest świetne mydło do mycia. Przyznaję, że ja nie odważyłam się jak dotąd umyć włosów moim sapo kalinus, ale już skórę twarzy, rąk i różne newralgiczne strefy ciała (łokcie, stopy, kolana) – tak, jak najbardziej. Co do włosów – moje są dość długie i kręcone. Bałam się, że umyte mydłem mogą pozostać matowe albo obciążone niezmydlonym tłuszczem. Oba potencjalne skutki nie podobają mi się, używam więc do włosów doskonałego herbiszamponu, o którym kiedyś napiszę więcej. J. włosy ma krótkie, a po umyciu sapo kalinus miękkie i sypkie, bez śladów łupieżu. Kto odważny – niech próbuje!sapo kalinus

Na usilne prośby męża przystąpiłam do wykonania świeżej porcji sapo kalinus z oleju lnianego. To mydło wykonane techniką na gorąco, z użyciem wolnowaru. Wymaga sporo czasu, ale robi się prawie samo, nie trzeba nad nim stać i pilnować bez przerwy. Przy jego wykonaniu trzeba zachować podstawowe zasady mydlarskiego BHP – oczywiste powinny być długie rękawy, rękawiczki, okulary ochronne, ponieważ wodorotlenek potasu i jego roztwór jest równie żrącą substancją, jak wodorotlenek sodu. Do poczytania o BHP w produkcji mydła zapraszam do tego wpisu, a teraz przedstawię recepturę i sposób wykonania lnianego mydła – sapo kalinus.

  • 430 g oleju lnianego tłoczonego na zimno
  • 450 g wody destylowanej
  • 82 g wodorotlenku potasu jakości CZDA
  • 50 g spirytusu 96%
  • ewentualnie woda destylowana do uzupełnienia masy

sapo kalinus

Wykonanie sapo kalinus w wolnowarze:

  1. Odważyć odpowiednią ilość oleju lnianego i wlać do misy wolnowara. Włączyć grzanie na pozycji HIGH.sapo kalinus
  2. W zlewce lub słoiku odważyć odpowiednią ilość wody destylowanej i odstawić na bok.
  3. W kubeczku odważyć odpowiednią ilość wodorotlenku potasu, następnie wsypać go do naczynia z wodą, zachowując ostrożność. Rozpuścić, mieszając.
  4. Gotowy ług potasowy ostrożnie wlać do misy wolnowara, w której już znajduje się olej. Wymieszać łyżką, dodać spirytus. Dodatek alkoholu przyspiesza procesy zmydlania, dlatego warto dodać go chociaż trochę.sapo kalinus
  5. Mieszaninę miksować blenderem, uważając, aby nie pryskała. Najlepiej nie odrywać końcówki blendera od dna, tylko ostrożnie przesuwać. Uzyskanie gęstniejącej masy trwa tu o wiele dłużej, niż przy produkcji mydła sodowego na zimno. Najpierw mieszanina spieni się, wyglądając jak ubite jajka, ale nadal będzie rzadka. Wciąż podgrzewamy na funkcji HIGH i kontrolujemy temperaturę. Na funkcję LOW przełączamy, gdy mieszana masa osiągnie temperaturę około 65-70 stopni, wtedy też zacznie gęstnieć. Ale to potrwa nawet około godziny, a w tym czasie cierpliwie miksujemy – z przerwami, żeby nie spalić blendera. W międzyczasie masa kilkukrotnie może się rozwarstwić (choć nie zawsze, mnie się tym razem  nie rozwarstwiła ani razu) – wówczas trzeba cierpliwie mieszać, aż się połączy.

    sapo kalinus

  6. Podtrzymywać temperaturę 70-75 stopni (funkcja LOW) przez kolejne 1-2 godziny, od czasu do czasu mieszając łopatką silikonową. Mydło jest gotowe, gdy grudkę ważącą 1 gram rozpuścimy w 10 g wody, uzyskując przezroczysty i klarowny roztwór.

sapo kalinus

Możesz pozostawić sapo kalinus w formie takiej gęstej pasty, ale receptura przewiduje dodanie wody w ilości odpowiedniej, by uzyskać 1000 g gotowego produktu. Takie mydło jest od razu gotowe do użycia. Jeśli dodatkowo chcesz sprawdzić bezpieczeństwo sapo kalinus (i masz dość dobrze wyposażoną pracownię chemiczną), weź 100 ml alkoholu izopropylowego, dodaj do niego kilka kropli fenoloftaleiny i do tego wlej roztwór mydła. Jeśli zabarwi się na różowo, to źle – zawiera zbyt dużo wodorotlenku i trzeba mydło jeszcze przez jakiś czas podgrzewać, żeby dokończyć reakcję zmydlania zasady. Zasadowość mydła można również próbować ocenić przy pomocy papierka wskaźnikowego.sapo kalinus

Roztwór nie jest różowy, hurra! Mydło gotowe.

sapo kalinus

Gotowe sapo kalinus lniane bardzo dobrze się pieni i jest miłe w użytkowaniu, choć trzeba się nastawić na specyficzny zapach pokostu. To jednak nie jest wada, o ile się lubi naturalne aromaty! Można go użyć do wykonania mydła w płynie, ale tego jeszcze nie próbowałam. Po prostu używamy pasty. Zaleca się rozpuszczenie 1 części wagowej mydła (np. 50 g) w 2-4 częściach wagowych wody destylowanej (czyli 100-200 g). Potasowe mydło (Sapo kalinus) w płynie ma rzadką konsystencję, jest jednak bardzo wydajne i dobrze się pieni. Można się pokusić o dodanie olejku eterycznego, nie wiem jednak, czy to nie pokłóci się z silnym i dominującym zapachem oleju lnianego. Cóż, trzeba eksperymentować!sapo kalinus

sapo kalinus

sapo kalinus

Powiązane wpisy

26 thoughts on “Sapo kalinus – mydło potasowe lniane

  1. Twoje mydło wygląda tak apetycznie, że nabrałam na nie apetytu.
    Próbowałaś może ze zmianą zapachu w części mydła, mi nie przeszkadza zapach pokostu ale mam w rodzinie takich dla których zapach ma duże znaczenie.
    Gorzej jeśli pokost zdominuje zapach olejków.
    Dorotko dziękuję , Twoje opisy są tak profesjonalne i szczegółowe że bardzo chętnie z nich korzystam.

    1. Nie próbowałam dodawać olejków do tego mydła, nie wiem, czy zapachy dobrze by się skomponowały. Boję się, że mogłaby powstać niemożliwa do wytrzymania hybryda.
      Zapachy dodaję do mydła robionego na bazie bardziej neutralnych olejów.

  2. śliczne! przymierzam się do zrobienia i chciałam się spytać, czy użyłaś barwników czy mydło samo zmienia kolor na taki pomarańczowy po tych 1-2 godzin mieszania. Z góry dziękuję za odpowiedz!

    1. Mydło samo zmienia kolor, nie pomagałam mu w tym. Gdybym dodawała cokolwiek poza przepisem, na pewno wspomniałabym o tym w artykule. 🙂

  3. Witam, proszę powiedz mi czy potrzebny jest wolnowar, czy można robić w zwykłym garnku na gazie. Dziękuję za odpowiedź
    Kasia

    1. Kasiu, wiem, że inne dziewczyny robiły mydło potasowe w piekarniku (Mydelnica) oraz na płycie grzewczej – Aga. Sądzę, że na palniku gazowym też mogłoby się udać, ale na wszelki wypadek zabezpieczyłabym garnek dodatkową płytką ochronną (kiedyś były to płytki azbestowe, teraz sprzedawane są metalowe i bardzo dobrze się sprawdzają na przykład przy smażeniu powideł).
      W każdym razie – warto spróbować, zachowując ostrożność. Powinno się udać! 🙂

  4. Jestem tu pierwszy raz i bardzo mnie zainteresowalo Twoje mydlo, jego walory prozdrowotne to jak miod na moje uszy! 🙂 czy takie male opakowanko mozna u Ciebie kupic?

  5. Mam Thermomix, gdzie samo się miesza, a temperatura grzania jest 37-100st. Myślisz, ze udałoby się zrobić mydło w tym urządzeniu?

    1. Nie pomyślałam o tym dotychczas, ale hmmmm – może to mogłoby się udać?
      Tylko – jeśli spróbujesz – pamiętaj o zachowaniu maksymalnej ostrożności. I nie wypełniaj dzbana za bardzo!

      1. Witam, mydło według podanego przepisu ma przetłuszczenie poniżej 0%, co oznacza że zawiera wodorotlenek potasu, który nie przereagował z olejem lnianym. Takie właściwości ma tradycyjne mydło sapo kalinus, które było używane w medycynie jako środek dezynfekujący.

        1. Aniu, dziękuję, że tak wnikliwie przeczytałaś to, co napisałam. I że postanowiłaś to przeliczyć i sprawdzić – brawo, nigdy nie powinno się przyjmować cudzych receptur na wiarę!

          Byłoby tak, jak piszesz, gdyby dostępny w sprzedaży wodorotlenek potasu był czystości 100%. Jest jednak substancją tak wysoce higroskopijną, że nawet te czystości CZDA mogą zawierać do 10% wody. Taką przynajmniej uzyskałam informację w kilku punktach sprzedaży, w których zadałam pytanie.
          W związku z tym w obliczeniach przyjmuje się czystość KOH na 90%, a to z kolei oznacza, że gotowe mydło ma przetłuszczenie około 10%. No, powiedzmy raczej, że do 10%.

          Poza tym jakość oleju również może być różna, każda partia może zawierać nieco różniące się między sobą ilości kwasów tłuszczowych, wobec czego robione przez nas obliczenia z konieczności są zaledwie przybliżone.

          I jeszcze jedno – organoleptycznie zbadałam, że mydło ma jednak przetłuszczenie 🙂

  6. Witam.
    Właśnie zrobiłam mydło potasowe z oleju lnianego rafinowanego. Proporcje wzięłam z soap calc, dla wodorotlenku 90%. Proces trwał kilka godzin. Nie miałam spirytusu ani gliceryny, dolałam trochę wódki. Na końcu mydło osiągnęło konsystencję gęstego jabłkowego musu i po kolejnej półtorej godziny w piekarniku przy 70 st. nie zrobiło się przeźroczyste. Na papierku ph niecałe 8. Pieni się dobrze, jest takie miękkie przy myciu. Czy coś było nie tak?
    Marysia

    1. Marysiu, nie robiłam nigdy mydła w piekarniku, ale sądzę, że działa to tak samo jak wolnowar.
      Skoro mydło nie piecze podczas mycia, pieni się dobrze i ma takie fajne pH, to nie ma sensu dalej go podgrzewać. Ale martwisz się, że nie jest przezroczyste. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli włożysz je do jakiegoś pudełka czy słoika i zostawisz w spokoju na kilka dni. Wtedy dojrzeje i zmieni wygląd, zobaczysz sama 🙂

  7. Witam.
    Mam kilka pytań. Dlaczego roztwór podgrzewany jest tak długo i dlaczego ma przypominać pomarańczową skarmelizowaną galaretkę? Czy nie lepiej byłoby wyłączyć roztwór na etapie budyniu? Jeżeli nie, to dlaczego? Dlaczego wybrała Pani akurat ten olej do mydła?

    1. Witaj, Mydłowniku. Mydło potasowe można używać praktycznie zaraz po przygotowaniu i to jest jego atut. Musi więc zajść w nim reakcja zmydlania aż do samego końca, a ogrzewanie przyspiesza ten proces. Przerwanie ogrzewania w fazie budyniu spowodowałoby znaczne spowolnienie reakcji, która pewnie ciągnęłaby się “w nieskończoność”. Nie wiem, czy ktokolwiek próbował takiego sposobu, przyjęło się bowiem, że mydła potasowe ogrzewamy aż do osiągnięcia przezroczystości. Nie możemy pozwolić sobie na to, by pozostały w nim choćby ślady wodorotlenku, mydło musi być bezpieczne. Zaraz po zakończeniu podgrzewania gotowe sapo kalinus ma bardzo przyjazne dla skóry pH pomiędzy 7,5 a 8. Można myć się nim od razu, choć praktyka wykazuje, że lepsze jest po upływie 2 dni. Z czasem staje się coraz łagodniejsze.

      Olej lniany wybrałam dlatego, że jest to przepis pochodzący z farmakopei. Zawsze chciałam zrobić takie tradycyjne, apteczne, zdrowotne mydło o unikalnych właściwościach.

      Wikipedia podaje taką definicję sapo kalinus: “Mydło potasowe (farm. Sapo kalinus; syn. Sapo viridis) – preparat galenowy sporządzany według przepisu farmakopealnego. Stanowi mazistą, żółtobrunatną, miękką, przeświecającą masę o charakterystycznym zapachu i konsystencji przypominającej galaretkę. Pozyskiwany w procesie zmydlania (ogrzewanie oleju lnianego z roztworem wodnym wodorotlenku potasu w obecności niewielkiej ilości etanolu).

      Posiada właściwości myjące, odkażające, odtłuszczające, wysuszające oraz rozmiękczające skórę. Może być stosowane samodzielnie, jednak najczęściej stanowi składową preparatów złożonych sporządzanych w recepturze aptecznej (m.in. jest składową maści Lenartowicza, maści Wilkinsona, ciekłego mydła krezolowego, spirytusu mydlanego).”

      1. Dziękuję za odpowiedź. Zadałem te pytania, bo sam zrobiłem coś podobnego. Ja użyłem oleju winogronowego. Dosyć łatwo wywnioskować, że wyłączyłem ten roztwór na etapie budyniu 🙂 (stąd takie pytanie). Niedługo po tym, spróbowałem się tym umyć. To nie do końca był najlepszy wybór. Owe “mydło” w połączeniu z potem wydzieliło okropny zapach… Teraz mija jednak drugi dzień i z mydła zrobiła się, tak jak uprzednio nazwałem, żółtawa skarmelizowana galaretka. Wygląda na to, że inny olej – inny kolor.

        1. Czyli wynikałoby z tego, że proces zmydlania dobiegł końca. Mam nadzieję, że wcześniejsze użycie nie spowodowało oparzeń (bo tak mogłoby się stać, trzeba być bardzo ostrożnym przy zabawie wodorotlenkami!)
          Olej winogronowy ma inny zestaw kwasów tłuszczowych, dlatego też i reakcje mogły przebiegać inaczej, i kolor gotowego produktu może być inny.

          Mogę spytać, na jakim poziomie ustawiłeś przetłuszczenie mydła? I jak długo w sumie przebiegała reakcja?

          1. Poziom przetłuszczania… nie jestem pewien, co to znaczy. Jeżeli dobrze zrozumiałem, to 0% jest wtedy, gdy wodorotlenku jest na styk z ilością tłuszczu? A więcej % oznacza za dużo KOH w porównaniu do oleju? Co to znaczy, że przetłuszczanie wynosi 100%?

            Jeżeli jest tak, jak napisałem powyżej, to nie odpowiem dokładnie na to pytanie. Mam wrażenie, że dodałem za dużo wodorotlenku i za dużo wody (albo za mało oleju). Traktowałem to raczej jako doświadczenie fizyczno-chemiczne – nie trzymałem się sztywno przepisów, robiłem raczej po swojemu.
            Początkowo rozrobiłem zaczyn (tak bym to nazwał – tzn. pianę do zmydlania) w zamkniętym słoiku. A dokładniej – wlałem do słoika olej, wodę i wsypałem KOH. Podgrzałem do temperatury bliskiej bólu ręki (to chyba będzie ok. 60 stopni). Trząsłem słoikiem i powstało coś, co można uzyskać blenderem. Ha… teraz chyba najciekawsze… Jak długo przebiegała reakcja? Robiłem dwie próby. Jeden słoik odstawiłem na 2 dni. Następnego dnia zrobiłem to samo z innymi proporcjami (to ten drugi słoik). Po przemyśleniu osiągniętych efektów postanowiłem podgrzewać to dłużej – wtedy przeczytałem tutejszy opis produkcji mydła. 3. dnia przelałem dwa słoiki do jednego większego i uzupełniłem brakującą wodę do reakcji. Znów trząsanie. Potem podgrzewałem przez jakieś 1,5 godziny na płytce w metalowym garnuszku (rozmiarów dużej szklanki). Ale to nie było podgrzewanie ciągłe. Mieszałem roztwór od czasu do czasu, gdy temperatura wzrastała (nie mam pojęcia jaka – może 100/ może 150/ 200 raczej nie bardzo). Gdy uznałem, że jest już dosyć wysoka, gasiłem płomień i schładzałem płyn do ok. 4 stopni (zimna woda). Przez 1,5 h robiłem to 3 razy. W poprzednich dniach robiłem podobnie, z tą różnicą, że ta wyższa temperatura graniczna to 60 stopni.
            Tak na oko, to 5h byłoby dobrą odpowiedzią na drugie pytanie. Zastanawiam się jeszcze: po co gotować w stałej temperaturze? ale też: po co gotować w zmiennej temperaturze? Prąd przemienny ma większe zastosowanie niż prąd stały… prąd przemienny razi człowieka, a prąd stały nie (z tego, co przeczytałem i usłyszałem w życiu) Podobnie z przełamywaniem deski ręką: faza nacisku, faza odetchnienia, faza uderzenia (jak prąd przemienny). Podobno chodzi o rozerwanie wiązań między cząsteczkami… dlaczego nie rozerwać tego temperaturą, jak deskę ręką?
            Chciałbym skrócić czas tworzenia mydła (i je w końcu zrobić 🙂 ), bo wydaje mi się za długi. Przeprowadziłem już masę doświadczeń zastanawiając się, dlaczego akurat takie, a nie inne składniki miałyby oczyścić ciało z brudu… dotarłem do tego miejsca, które teraz opisywałem.
            To moje “mydło” pachnie jak mleko sojowe podczas tworzenia (tj. gotowania). Skóra, po umyciu się nim, jest nasycona (chyba najlepsze określenie to – jak skóra bobasa (?)) i bardzo… hm… gumowa (?) – przeciwieństwo śliskiego (jak podeszwa halówki) – nie wiem, czy to dobrze. Jak się zachowuje Twoje mydło Hajduczku?
            Bleh… ale tasiemca napisałem 🙂

          2. Mydłowniku, jesteś odważnym człowiekiem. Zrobiłeś mydło “na oko”, a to jednak niebezpieczna zabawa! Wodorotlenki są bardzo żrącymi substancjami, także ich nadmiar w gotowym mydle.

            Termin “przetłuszczenie” oznacza procent tłuszczu, który pozostał w gotowym mydle po zakończeniu reakcji zmydlania. W mydle, które jest tu opisane, przetłuszczenie jest ustawione na około 10%, dzięki czemu ma ono nie tylko właściwości bakteriobójcze, odkażające, ale i pielęgnujące, pozostawiając na skórze lekki film tłuszczowy. Balsam po kąpieli nie jest już konieczny 🙂 W innych miejscach opisałam również mydła z zerowym przetłuszczeniem (gdy wodorotlenku jest na styk z ilością tłuszczu, jak napisałeś), bo służą do prania i sprzątania – nie mogą zostawiać tłustych plam, tylko je usuwać. Robiłam je w zwykłym garnku, a to pierwsze nawet tylko przy pomocy łyżki. Zajrzyj, może Cię zainteresują – tutaj i tutaj.

            Spodobał mi się Twój sposób z potrząsaniem w słoiku. Nasi przodkowie z całą pewnością nie używali blenderów, tylko kopyści, a mydło udawało im się wytwarzać, więc – czemu nie słoik? Ważne jest tylko, aby osobno zmieszać fazę wodną (czyli wodorotlenek + woda + ewentualnie inne ingrediencje rozpuszczalne w wodzie, na przykład napary ziołowe), a osobno przygotować tłuszcze. Kryształki wodorotlenku trzeba dokładnie rozpuścić, zanim zmiesza się je z tłuszczem. Bo co się stanie, gdy w gotowym mydle trafisz na nierozpuszczoną granulkę wodorotlenku? Może dojść do uszkodzenia skóry. To nie jest śmiertelna choroba, ale jednak nieprzyjemna sytuacja. Więc – bezpieczeństwo przede wszystkim!

            Nie jestem chemikiem ani fizykiem, ale na mój rozum – prąd stały i przemienny czy przyłożenie energii kinetycznej w celu przełamania deski – to zjawiska fizyczne. Tymczasem zmydlanie tłuszczu to reakcja chemiczna, a podgrzewanie jest swoistym katalizatorem, który tę reakcje przyspiesza. Dlatego warto podgrzewać mydło nieprzerwanie (bo to skraca proces zmydlania), ale nie przegrzewać, aby nie zaprzepaścić właściwości użytego oleju.

            Aha, jeszcze woda – jej ilość nie jest taka ważna dla reakcji zmydlania, najwyżej zrobisz zbyt gęste lub zbyt rzadkie mydło. Ale nie ma to wpływu na jego bezpieczeństwo. Oleje z dużą ilością nienasyconych kwasów tłuszczowych (jak na przykład olej lniany) potrzebują relatywnie mniej wody i zmydlanie przebiega dłużej. Tłuszcze nasycone (olej kokosowy, palmowy, smalec) potrzebują więcej wody dla uzyskania konsystencji pasty, ale też reakcje zmydlania przebiegają szybciej.

            Życzę Ci powodzenia w mydlarskich eksperymentach, ale proszę – nie ryzykuj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *