Latem jeden tydzień sierpnia udało nam się spędzić w Prowansji, gdzie w lokalnej kuchni często można spotkać syrop lawendowy i w ogóle wszelkie produkty z lawendy. Zresztą nie tylko w kuchni. Bo co turysta najchętniej przywozi z Prowansji w ramach podarków? Oczywiście, woreczki z intensywnie pachnącą lawendą, mydła lawendowe i lawendę pod wszelkimi możliwymi postaciami. Również tę na zdjęciach.
Kwitnąca lawenda
Niestety - nie udało mi się zrobić spektakularnych w swojej urodzie zdjęć kwitnącej lawendy, bo w sierpniu to ona już przeważnie przekwitła albo została ścięta. Znalazłam jednak miejsce, gdzie jeszcze była, w całej swojej pachnącej (choć nieco przekwitłej) krasie - tam chyba po prostu nikt jej nie ścina, a przynajmniej nie zbiera do komercyjnego użycia. Rośnie, oszałamiająco pachnie i zdobi przez całe lato. To ruiny zamku na szczycie wzgórza, Les Baux de Provence.

Uprzedzam wszelkie możliwe pytania - nie, nie byliśmy na Lazurowym Wybrzeżu, tylko w głębi lądu. Zwiedzaliśmy pełne uroku, małe, senne miasteczka. Marsylię mogliśmy oglądać tylko jako zamglony majak na horyzoncie. Ale to nic - dzięki temu z dość bliska zdołaliśmy się nieco przyjrzeć prawdziwemu życiu rolniczego regionu, pełnego winnic, gajów oliwnych, sadów i pól melonów. Z francuską Rivierą Prowansja leżąca na północ od masywu Luberon niewiele ma wspólnego. Za to wszędzie pachnie lawenda na zmianę z wszystkimi składnikami ziół prowansalskich. Nawet na podłym parkingu naszego hotelu pysznił się pięknie pachnący tymianek - po prostu jak zwyczajny chwast 😀

Dlaczego zrobiłam syrop lawendowy?
Z lawendą w syropie to był mój pierwszy raz. Wyszło nadspodziewanie dobrze, wspaniale, więc będę powtarzać. A do przygotowania syropu skłoniło mnie wspomnienie odwiedzin w maleńkim, skromnym lokalu z kawą i mnóstwem domowych ciast. Było bardzo gorąco. Byliśmy już zmęczeni całodziennym zwiedzaniem niezwykle urodziwych miejsc. Krótki spacer po sennym średniowiecznym miasteczku Séguret zaprowadził nas na koniec do małej knajpki w suterenie.
Okazało się, że w knajpce jest dość gwarno i sporo gości. Na ciasta nie mieliśmy wielkiej ochoty, choć wyglądały naprawdę kusząco, ale na kawę - owszem. Usiedliśmy przy dwuosobowym stoliczku, tuż przy małym okienku, z którego otwierał się piękny widok na rozległą równinę. Bo odwiedzony przez nas lokal wprawdzie mieścił się w suterenie, ale z poziomu ulicy - to taki pozór. Ponieważ całe miasteczko wybudowano na wzgórzu - nawet z piwnicznych okien średniowiecznych domów rozpościera się wspaniały, rozległy widok.
Kir lavande
Wypiliśmy pyszną kawę, a tymczasem moją uwagę przyciągnął obecny w karcie "Kir lavande". Zupełnie nie znam języka francuskiego, ale wiem, co to "kir royal" - to połączenie likieru cassis (z czarnej porzeczki, przepis znajdziesz tutaj) z szampanem lub wytrawnym winem musującym, a ostatecznie - nawet z białym winem. Pomyślałam, że również w wersji lawendowej taki drink nie może źle smakować. To musi być likier lub syrop lawendowy uzupełniony wytrawnym winem. A jak białe wino - to na pewno będzie zimne! Cudowna wiadomość w upalne popołudnie, prawda? Nie myśleliśmy długo, tylko po prostu zamówiliśmy kir lavande. Rozczarowania nie było. Podany napój spełnił wszelkie pokładane w nim nadzieje. Był zimny, orzeźwiający, mocno lawendowy, a równocześnie umiarkowanie słodki. Nie udało mi się niestety podejrzeć, czy do kieliszka nalano likier, czy może syrop lawendowy. Ale to nic.
Po powrocie do domu zatęskniłam za wszechobecnym zapachem prowansalskiej lawendy. Mając w pamięci kir lavande, postanowiłam przygotować własny syrop lawendowy. Pewnie nie uda mi się zrobić identycznego drinka, ale przynajmniej mogę spróbować odtworzyć klimat i przywołać najmilsze wspomnienia.

Przyrządzając syrop lawendowy, najpierw postanowiłam skorzystać z podpowiedzi Gosi, która już dawno opisała go na swoim rozkwiaszczonym blogu. Okazało się jednak, że jak dla mnie - syropowi Gosi brakuje prowansalskiej intensywności, którą tak bardzo chciałam przywołać jako miłe wspomnienie. Zrobiłam więc syrop po swojemu.
Intensywny syrop lawendowy - skład
- dwie garści suszonych kwiatów lawendy z pewnego, ekologicznego źródła - z własnego ogrodu, od sąsiadów albo z plantacji, co do której masz pewność, że nie spryskuje lawendy środkami chemicznymi
- opcjonalnie - połowa laski wanilii, przeciętej wzdłuż na pół
- dwie szklanki gorącej wody
- dwie szklanki cukru
- łyżeczka kwasu cytrynowego (lub askorbinowego, albo sok z cytryny)

Syrop lawendowy - wykonanie
- Suszone kwiaty lawendy (oraz ewentualnie wanilię) umieść w garnku. Zalej wrzątkiem, przykryj i odstaw do naciągnięcia i wystudzenia.
- Napar lawendowy odcedź, dodaj cukier i kwas, ponownie zagotuj. Dodatek kwasu powoduje, że bury początkowo kolor naparu zmienia się w nieco bardziej przyjazny dla oka - różowy czy czerwonawy. Daleko mu jednak do świetlistej, lekko fioletowej barwy, którą szczycił się prowansalski kir lavande - pewnie podkolorowany jakimiś barwnikami...
Gotowy syrop lawendowy należy trzymać w lodówce, a jeśli ma być przechowywany dłużej - powinien być pasteryzowany.
Syrop ma przyjemny, rześki, lekko chłodzący smak i bardzo lawendowy aromat. Już niewielka ilość syropu (łyżka na szklankę) rozcieńczona wodą przyjemnie chłodzi podczas upałów. Wlany na dno dużego kieliszka i dopełniony białym wytrawnym winem z lodówki - przenosi nas do pięknych, spokojnych, sennych miasteczek położonych na wzgórzach Prowansji. Już choćby z tego powodu warto go zrobić. Smacznego!

A może zechcesz przygotować wspaniale aromatyczne prowansalskie danie - ratatouille? Teraz, późnym latem czy też wczesną jesienią jest idealny czas na jego przyrządzenie. Jeśli chcesz zrobić "ratatuj" - koniecznie zajrzyj tutaj:
https://www.hajduczeknaturalnie.pl/ratatouille-prowansalski-gulasz-warzywny/
Przepis na pachnący i słodki syrop lawendowy dołączam do akcji Badylarki.
Na straganie w dzień targowy...
Ku pamięci - jeszcze kilka lawendowych (i nie tylko) prowansalskich fotek - z tradycyjnego poniedziałkowego targu w Gordes - miasteczku przepięknie położonym na szczycie wzgórza. Taki targ to kwintesencja "prowansalskości". Można na nim kupić wszelkie tradycyjnie z tym regionem związane produkty, a także najwspanialsze owoce i warzywa (kupiłam słodkiego, aromatycznego melona z Cavaillon odmiany Kantalupa). Wielu z nich próżno szukać na innych targach albo w sklepach z rozmaitymi regionalnymi produktami. Kto ciekaw - życzę miłego oglądania, ale to pamiątka przede wszystkim dla nas 🙂






























ależ on musi pachnieć! 😀
Tak, pachnie pięknie 🙂
Zrobiłam jedna porcję. Smak rewelacyjny. Dzisiaj kolejna partia syropu tym razem na prezenty.
Pozdrawiam
PS. Szukam przepisu na olejek lawendowy.
Bardzo się cieszę, że smakuje 🙂
Olejek lawendowy w sensie lawenda macerowana w oleju?
Mam lekko zakurzone kwiaty lawendy - zbiór z zeszłego roku przykryty szmatką. Może lekki prysznic by je "okurzył"? Będę wdzięczna za podpowiedzi.
Nie mam pomysłu, co zrobić. Jeśli kwiatki były przykryte szmatką, to może nie są bardzo zakurzone? Bo jak to tak - płukać suszoną lawendę?... No nie wiem... Chyba sama musisz coś wymyślić.
Prowansja w sloiku, taką mixturą jest ten wpis.
Świetny do czytania, oglądania, niebanalne receptury. Cieszę się, że natrafiłam na niego. A zaczęło się od przepisu na Iwan czaj. Taka kontynuacja fascynacji książkami Mariusza Wilka o północnej Rosji.
Dziękuję serdecznie Autorom blogu.
Dziękuję Ci za piękny komentarz. Lubię wracać do tego wpisu, ponieważ przywołuje piękne chwile 🙂
Pozdrawiam serdecznie!
Dziękuję za super przepis 🌸
Syrop zrobiony piękne pachnie i
smakuje ! W Francji jeszcze nie byłam ale piękny opis i zdjęcia mnie tam przeniosły - dziękuję za cały blog 😃 .
Dzięki za miłe słowa, staram się 🙂
Syrop pięknie pachnie-a przy tym i cały dom. A smak to po prostu poezja. Jeszcze go zrobię.
Dziękuję. Tak, pachnie naprawdę pięknie!
Dorotko a czy ze świeżych kwiatków lawendy tez można zrobić syrop?
Robiłam rok temu z suszonych, teraz sporo świeżych i tak pomyślałam czy można od razu zrobić i nie suszyć.
Pozdrawiam Barbara.
Można! Ja nie miałam świeżych, więc użyłam suszonych. Ale świeże jak najbardziej się nadają.
Ja robiłam i ze świeżych i suszonych kwiatów. Z suszonych według mnie ma bardziej intensywny zapach i ładniejszy kolor.
Ja robiłam tylko z suszonych. Ale rzeczywiście, ze świeżych powinien wyjść ładniejszy kolor.