Dziwna jakaś ta wiosna, z trudem dałam radę nastawić wino z kwiatów akacji! Nie zdążyłam z winkiem z kwiatów mniszka, nie zebrałam kwiatów głogu na susz i nalewkę, bo zdążyły przekwitnąć, zanim znalazłam wolną chwilkę. Jarzębina też przekwitła, bo nie miałam czasu na jej zebranie. A tak mi na nich zależało, szkoda! Za to robinie akacjowe zmarzły tej wiosny, z ledwością znalazłam trochę kwiatów na winko i susz do herbatek. I jeszcze na placki w cieście naleśnikowym, pychotka! Zatem miodu akacjowego pewnie w tym roku nie będzie. Szkoda, ale co zrobić? Taka jest natura. Raz daje pełną garścią, innym razem nie obdarza nawet okruszkami. A my cieszymy się zawsze z tego, co otrzymujemy - raz więcej, raz mniej. Taka kolej rzeczy. Nie wolno więc narzekać, gdy wydaje się, że czegoś mamy nadmiar (tzw. klęska urodzaju) - trzeba to zagospodarować na chude czasy.
Kwiaty akacji, a raczej robinii akacjowej
Robinia akacjowa kwitnie najczęściej w maju, czasem dopiero w czerwcu. Trzeba wybrać właściwy moment na zbiór jej kwiatów. Nie mają to być zamknięte pączki, bo wówczas nie rozwiną pełni aromatu. Ale i przekwitnięte, podsuszone kwiatostany nie mają już w sobie nektaru, a to on daje smak i słodycz kwiatkom. Warto przypomnieć, że do celów kulinarnych i leczniczych używa się tylko kwiatów wraz z zieloną częścią, która osadzona jest na szypułce. Do smażenia placków można użyć kwiatostanów wraz z łodyżką, ale jej się zwykle nie zjada, bo jest twarda i włóknista. Zostaje na talerzu jak rybi kręgosłup.
Wszystkie pozostałe części robinii akacjowej przez niektórych uznawane są za trujące, o czym pisałam szerzej w tym artykule (są tam również pyszne przepisy, warto zajrzeć). Tymczasem dr Henryk Różański (tutaj) podaje informację, że surowcem zielarskim jest kwiat i liść robinii akacjowej. Są to surowce typowo flawonoidowe. Przede wszystkim kwiaty można wykorzystywać dowolnie, nawet zjadać na surowo - są pyszne! Ja dziś przygotowuję wino z kwiatów akacji. Robię to pierwszy raz, ale wcześniejsze miłe doświadczenia z winem z kwiatów mniszka i z kwiatostanów czarnego bzu obiecują ucztę dla podniebienia. Tego się właśnie spodziewam po winie akacjowym 🙂
Jeśli masz sporo kwiatów akacji, możesz też przygotować ucieraną surową konfiturę, która nawet w środku zimy przywołuje zapach i wspomnienie ciepłego lata. Polecam, przepis znajdziesz poniżej.
https://www.hajduczeknaturalnie.pl/kwiaty-akacji-robinii-akacjowej/
Wino z kwiatów akacji - skład
- kwiaty akacji, oderwane od szypułek - 3 litry
- 1350 g cukru + cukier do ewentualnego dosłodzenia (nie wiem jeszcze, czy to nie za dużo dla nas, bo gustujemy raczej w winach wytrawnych - zobaczy się w trakcie produkcji i dosmaczania)
- 4,9 litra wody
- 2 cytryny
- 1 pomarańcza (moje pomarańcze są małe, na sok - więc zużyłam 2 owoce)
- drożdże winne z tolerancją do około 13% alkoholu
- 100 ml naparu czarnej herbaty (autor przepisu sugeruje użycie torebki z herbatą ekspresową, ale ja wolałam 1 łyżeczkę herbaty liściastej)
Wino z kwiatów akacji - wykonanie
- Kwiaty akacji zalej 3 litrami wody o temperaturze 60 stopni i pozostaw do naciągnięcia (pod przykryciem) na 24 godziny.

- Następnego dnia odcedź kwiatki, a do wyciągu dodaj 400 g cukru, napar z herbaty oraz sok z cytryn i pomarańczy. Wymieszaj do rozpuszczenia się cukru. Wlej nastaw do balonu czy butli odpowiedniej wielkości.

- W międzyczasie pamiętaj o uaktywnieniu drożdży winnych wg przepisu na opakowaniu (moim wystarczyło uwadnianie przez 20 minut). Wlej drożdże do butli i zamknij ją korkiem z rurką fermentacyjną. Pozostaw balon w temperaturze pokojowej. Niech się dzieje magia.
- Po zakończeniu burzliwej fermentacji zlej winko znad osadu i dodaj resztę wody i cukru. Nad ilością tej reszty cukru to ja się jeszcze zastanowię, ale ten etap będzie dopiero za jakieś dwa-trzy tygodnie. Pozostaw nadal zamknięte korkiem z rurką w celu dofermentowania.
- Po całkowitym zakończeniu fermentacji zlej ponownie wino znad osadu i tak jeszcze kilkukrotnie w ciągu roku (według sugestii autora).
Jak wygląda gotowe winko akacjowe?
Na zdjęciach zamieszczonych na portalu, z którego pochodzi przepis, wino z kwiatów akacji jest piękne, jasne, klarowne. Nie mam pojęcia, jak smakuje, ale właśnie dlatego je robię, by się dowiedzieć. No i jeszcze dlatego, że uwielbiam eksperymenty oraz jedzenie i napitki zrobione z dzikich roślin. Ciekawskich zachęcam do spróbowania już teraz. Pozostałym przypomnę o tym winku za rok w porze kwitnienia akacji (tak, wiem, że nie akacji, tylko grochodrzewu). Bo jakoś tak jestem pełna nadziei, że będzie pyszne i godne polecenia!
No to jeszcze na ostatnią chwilę dodam przepis do akcji "Jemy chwasty 2019". Bo nie wiem, czy wiesz, że robinia akacjowa - choć smaczna, lecznicza i miododajna - jest w naszym kraju chwastem? Tak, jest to gatunek obcy, przywleczony z Ameryki i panoszący się bez umiaru. Łatwo się sieje i rozrasta, a jest w naszym ekosystemie rośliną niepożądaną. Jako gatunek inwazyjny powoduje znaczne zmiany siedliskowe i jest trudny w zwalczaniu. Śmieć i chwast po prostu! Z tego powodu nie powinno się sadzić akacji (grochodrzewu), o czym pewnie nie każdy wie. A już na pewno nie wolno sadzić jej w lasach.












Hajduczku... A czy teraz możesz powiedzieć coś więcej o smaku tego boskiego nektaru? Czy aromat akacji się ostał? Strasznie jestem ciekawa... Nastawiłam właśnie wino z ryżu z rodzynkami i zastanawiam się co by tu zbroić, jakich ziółek dodać, żeby mu trochę charakteru dodać. Może właśnie akacji? Myślę też o kwiatach lilaka albo wierzbówki kiprzycy (mam jeszcze oksydowaną herbatkę z ubiegłego sezonu). Może doradzisz?
Joasiu, przepraszam za zwłokę - Twój komentarz trafił do spamu, a tam zaglądam tylko raz na tydzień, by posprzątać.
Winko wyszło smaczne, delikatne, ale aromat akacji nie jest bardzo wyraźny. Nie wiem, może zrobiłam coś źle? Może uda się coś poprawić? Będę podejmować kolejne próby.
Jeśli chodzi o wino z ryżu - to trochę zależy od kierunku, jaki chcesz obrać. Ja lubię aromaty podobne do wermutu, więc pewnie użyłabym nieco bluszczyku kudrybanka, odrobiny piołunu, może macierzanki? Akacja (dla purystów - robinia akacjowa) da aromat kwiatowy, podobnie kwiaty mniszka. Za to suszone kwiaty lilaka i wierzbówki kiprzycy są lekko gorzkawe, więc to też może być ciekawy smak. Fermentowane są słodsze, bardziej karmelowe. Sama nie wiem, próbuj 🙂 Ja bym chyba aromatyzowała niewielkie porcje gotowego już wina, nie dodając podczas burzliwej fermentacji, bo nikt nie wie, co z tego wyjdzie. Dużo tego wina nastawiłaś?
No nie dziwię się że aromat słabo wyczuwalny, skoro dodałeś cytrynę, pomarańcze i herbatę. Cały smak i aromat kwiatów po prostu został przytłumiony. Jeśli robisz pierwszy raz z czegoś wino to zrób je bez dodatków. Ewentualnie jeśli uznaaz że czegoś w winie brakuje, wtenczas dodaj przy następnej produkcji jakieś dodatki. Pozdrawiam.
Korzystałam z przepisu, który od kogoś dostałam, a wtedy nie mam zwyczaju nic modyfikować. Pierwszy raz zawsze robię ściśle według przepisu, a dopiero później przychodzi czas na zmiany i realizację własnych pomysłów, już na bazie wcześniejszego przepisu.
Robinia akacjowa to nie akacja
Dziękuję za sprostowanie, przecież wiem 🙂
Właśnie robię wino z kwiatów akacji/robinii. Buzuje już z dwa tygodnie w balonie 54l. Kilka lat temu też je robiłem i było wyborne. Takie... kobiece. Ale się skończyło. Używaliśmy go do nasączania tortów, trochę (od święta) do picia kieliszkowego, a z relacji wiem, że dobrze ‘robi na serce’.
Będę fermentował kwiaty długo, aby wydobyć z nich to, co powinno być z nich wydobyte. Odcedzanie kwiatów po paru dniach to nie dla mnie i nie dla moich drożdży.:) Według mnie to największy błąd przepisów na wina kwiatowe. Nic więc dziwnego może być, że wino niekoniecznie będzie przejawiać smak kwiatów w takiej konfiguracji przepisu. Co najmniej 4 tygodnie moje kwiaty będą w balonie, a najpewniej ze dwa miesiące. Nie odrywam szypułek, te łodyżki do których przyczepione są pojedyncze kwiatki nie zatrują nikogo ani nie zgorzknieją wina.
Tak, akacja to uciążliwa roślina, chwast drzewny, jedynie kwiaty i miód z niej są OK. Walczę z nią od lat i nie widzę szans na zwalczenie, chyba że koparką lub ogniem i mieczem. Soda kaustyczna jej nie szkodzi. Jej odrosty korzeniowe w ciągu paru tygodni mogą osiągnąć 2 metry. Mam jej kilkadziesiąt drzew w różnym wieku (od jednorocznych do kilkudziesięcioletnich). Te stare (powyżej 60 lat), są wielkie, majestatyczne i piękne. Ale zacieniają ogród i ogródek, a ich wydzieliny korzeniowe zatruwają mi jabłonie i inne drzewa owocowe. Jednak, żeby wyciąć dziesięcioletnią+ robinię trzeba się prosić urzędników, wypełniać formularze, czekać na ich wizytę i na raczenie udzielenia pozwolenia wycięcia tego nad wyraz inwazyjnego, obcego gatunku, który powinien być traktowany w Polsce tak jak ailanthus altisimma, tj. bez konieczności procedur pozwoleniowowycinkowych. Pszczoły byłyby bardziej zadowolone np. nieinwazyjną evodią koreańską, która kwitnie, gdy nie ma za dużo innych kwitnących roślin, tj. od ~lipca do września, kwitnie długo. Mam jej kilka drzewek. Liście jej, potarte palcami, pachną ziołowo, obłędnie. Nie ma chyba bardziej miododajnej rośliny niż evodia. Pszczoły ją uwielbiają, przylatują podniecone i zniecierpliwione jeszcze przed otwarciem kwiatków w baldachach i głaszczą nóżkami pączki kwiatowe, żeby się szybciej otworzyły, a gdy się otworzą, to jest prawdziwe widowisko - wręcz niewiarygodne - istny rój w malignie większej niż jest tłum konsumentów w czasie otwarcia nowego supermarketu i promocji z tym związanych...:)
W związku z tymi evodiami/akacjami/lipą/bzami/itd. myślałem o zaczęciu przygody z pszczołami - o zakupieniu odkładu, ula, sprzętu - ale... może za rok, za dwa, za pięć, na greckie kalendy, bo życia/czasu/mamony na to wszystko jakoś brak.:( Zresztą - mam w starych murach paru budynków sporo pszczół samotnic, które drążą korytarze w glinie i składają tam pyłek i jajeczka. Od kwietnia do połowy maja słychać ich w tych budynkach setki, i widać też ich setki norek w ścianach, przeważają one na kwiatach w okolicy, są niegroźnie, można wśród nich chodzić bez obaw, żądlą tylko, gdy schwyta się je w rękę - sprawdziłem w tym roku - ale to użądlenie mocno nie boli i szybko przechodzi, a żądło nie pozostaje w ranie. Miodu z nich nie ma, ale te kilkanaście litrów rocznie kupuję od okolicznych pszczelarzy i też jest ok.
Oprócz wina z kwiatów akacji/robinii robię też w drugim (54l) balonie wino z kwiatów bzu czarnego i lipy, z przewagą lipy. Narwałem wiadra kwiatów, bez przysadek. Mam na podwórku lipę wielkolistną, ogromną, około stuletnią, która właśnie kwitnie w pełni (sporo pszczół, choć nie aż tyle pszczół, co na evodii, gdy ta kwitnie, ale i tak sporo). Zapach nieziemski. Jan z Czarnolasu na pewno napisał sporo swych wierszy odurzony takim zapachem.:)
A poza tym - mnóstwo ciekawy, przydatny i poprawny językowo blog Hajduczku prowadzisz (całe szczęście, że w ogólnodostępnym Internecie, a nie tylko na fejsbuku, z którego od kilku lat nie korzystam i nigdy już nie skorzystam). Blog ten jest jak dobra książka/poradnik/almanach, z którego można wyczytać całkiem niezłe smaczki/pomysły. Nauczyłem się z niego robić np.: mniam czosnek w oliwie, sałatkę rzodkiewkową i mydło potasowe (po zrobieniu potasowego stwierdziłem, że sodowego nie potrzebuję). No i wkrótce będę robił octy, których jakoś jeszcze nie robiłem. Sporo jeszcze do przeczytania na Twoim blogu mi pozostało, więc na pewno jeszcze coś mnie skłoni do kolejnego niezakrótkiego, zainspirowanego, komentarza.:)
Dziękuję i pozdrawiam.
Władysławie, dziękuję. Dawno nie czytałam tak pięknego komentarza, poruszającego tak wiele ciekawych wątków i sięgającego do odniesień z wielu różnych zakresów - historii, kultury, prawa, literatury. Aż po greckie kalendy 🙂 Życzę Ci wielu nowych, ciekawych doświadczeń, które zakończą się sukcesami. Tworzenie octów wiąże się ze zgłębianiem kolejnych dziedzin wiedzy i doświadczania, a opieka nad pszczołami otwiera przed nami nowe, zupełnie nieznane światy. Może uda Ci się sprawić sobie chociaż ze dwa ule? Nie dla miodu, lecz dla nauki wciąż czegoś nowego. Choć pszczołom trzeba poświęcić sporo czasu i oprócz koncepcyjnej - jest to dość ciężka praca fizyczna, warto o tym wiedzieć.
A evodii koreańskiej nie znałam aż do teraz, dziękuję za jej piękny opis.
Pozdrawiam serdecznie!