Szare kluchy
Poznańskie szare kluchy to głęboko skrywany obiekt pożądania wielu Wielkopolan. Dlaczego skrywany? A tego nie wiem, bo niewielu moich znajomych przyznaje się do częstego przygotowywania i jadania tej potrawy. Ale tutaj wszyscy ją znają, nie ma chyba mieszkańca Wielkopolski, który by nie próbował klusek z surowych ziemniaków. Jeszcze nasze babcie gotowały je bardzo często, później do kuchni, jadalni i na wielkopolskie stoły wkroczyły nieco bardziej wyszukane potrawy. Ogólnopolskie, a nawet światowe. Ale czy naprawdę lepsze? Doszło do tego, że ulubione dawniej szare kluchy zeszły na dalszy plan. Teraz jada się w poznańskich domach bardziej elegancko, mniej prosto. Ale w głębi duszy wielu tutaj tęskni za pospolitymi kluskami.
Koktajl malinowy
Wciąż jeszcze owocują maliny, więc przygotowałam pyszny i nieoczywisty koktajl malinowy. Dlaczego nieoczywisty? Bo zmiksowany jest z niespodzianką. Kto się tego smaku i zapachu nie spodziewa, będzie zaskoczony. Ten wspaniały koktajl malinowy można przygotować zarówno ze świeżych, jak i z mrożonych owoców. Pora roku nie musi więc być jakimś szczególnym ograniczeniem, choć oczywiście świeże maliny mają w sobie najwięcej smaku, witamin i energii słońca, w którym dojrzewały. Są więc najlepsze z najlepszych! Maliny mogłabym jeść zupełnie bez ograniczeń. Na szczęście są bardzo zdrowe i nie trzeba ich unikać, jak słodyczy.
Sos azjatycki z kukurydzą
Wczoraj pracowicie spędziłam czas - przygotowałam sos azjatycki z kukurydzą. Taki do słoików, jako żelazny zapas gotowców na zimę. To właściwie jest prawie idealna powtórka sosu słodko-kwaśnego, który robiłam ubiegłej jesieni, a który zrobił prawdziwą furorę w naszym domu. Był nawet większym hitem, niż sos włoski z natką pietruszki, na który stawiałam rok temu. Sprawdził się jako składnik szybkich obiadów z ryżem ugotowanym na sypko i tofu z patelni. Do tego jakaś surówka, a jeszcze częściej gotowa kiszonka (jedna z wielu, które przygotowuję każdego lata) i już - obiad gotowy w 15 minut!
Winobranie
Dziś tylko krótka fotorelacja, bo u Hajduczków winobranie. Przez parę dni mogą nie pojawiać się wpisy - winobranie to wymagający i pracochłonny czas, choć winnica malutka. Zaledwie nieco ponad 100 krzewów. Ale wszystko robimy ręcznie i to dlatego nie mam teraz czasu na nic innego. Już samo odszypułkowywanie (czyli odrywanie jagód od ogonków) zajęło mi całe popołudnie i noc aż do 7 rano, potem krótka przerwa na sen i od 11:00 skubania ciąg dalszy, tym razem już we dwoje.
Grzyby z papryką do słoików
Wysyp maślaków spowodował, że wciąż poszukuję dla nich nowych zastosowań - tym razem mój wybór padł na grzyby z papryką, czyli grzyby po cygańsku. Maślaki nadają się do tego celu doskonale - są aromatyczne i równocześnie miękkie po przyrządzeniu. Ale nadadzą się także wszelkie inne leśne grzyby z rurkami na spodniej stronie kapelusza - podgrzybki, koźlarze, prawdziwki. Grzyby po cygańsku posmakują wszystkim tym, którzy nie oczekują bardzo kwaśnych grzybków w occie. Albo tym, którzy nie wybierają klasycznych marynat. Wszystkim tym, którzy poszukują łagodniejszych smaków, jednak nie pozbawionych pazura - ten efekt zapewni nam dodanie ostrej papryki. Jeśli wolisz jeszcze łagodniejszy smak (jak nasze mamy), zrezygnuj z dodatku ostrej papryki. Po prostu jej nie dodawaj, grzybki nie stracą wiele na smaku.
Kartacze albo cepeliny z soczewicą
Po raz pierwszy przepyszne kartacze jedliśmy w Gołdapi, lata świetlne temu. Jeszcze w latach 90-tych. Jejku, to naprawdę było tak dawno? Wtedy były to cepeliny z mięsem. Wiele lat później próbowaliśmy tego przysmaku na Suwalszczyźnie, między innymi w okolicach miejscowości Wigry. Tym razem już bezmięsne, wegetariańskie. Nasze były z serem i choć smakowały nam, poszukiwaliśmy raczej wersji zapamiętanej wcześniej - pieprz, cebulka, majeranek. Tyle, że bez mięsa. Nie znaleźliśmy, postanowiłam więc zrobić je sama. Wiem, że rozmaite alternatywne rozwiązania nie oddadzą mięsnego smaku, ale akurat soczewica radzi sobie w tej roli bardzo dobrze. Nie jestem pewna, czy kartacze albo cepeliny nadziewane soczewicą to suwalsko-litewska klasyka pogranicza, ale te kluski są naprawdę bardzo smaczne.
Paprykarz z grzybów
Przepis na paprykarz z grzybów pochodzi od Roberta Makłowicza za pośrednictwem Janiolki piszącej bloga KULINARNY EKSPERYMENT SOBOTNI - PRZEPISY DLA CIEKAWSKICH. Lubię do niej zaglądać, zawsze coś tam ciekawego znajdę, zawsze coś mnie zainspiruje. Czasem modyfikuję jej przepisy, a czasem wykorzystuję je bez głębszego zastanowienia. Zawsze z sukcesem. Ale paprykarz kojarzy mi się także z naszą krótką podróżą na Węgry, która bardzo nam się podobała. Tam próbowaliśmy paprykarzu, choć nie grzybowego. Wrócimy tam wkrótce, może na winobranie w regionie Eger lub Tokaj? Przepis Makłowicza pochodzi prawdopodobnie z programu "Smak Węgier" (nie jestem pewna, nie doszukałam się). W oryginale pan Robert wykorzystał boczniaki. Po węgiersku ta potrawa nazywa się Gombapaprikas. I choć nie mam pewności, że na pewno mowa o tej samej potrawie, to jednak przepis Janiolki jest na tyle smaczny, że warto go przytoczyć.
Pachnące tabliczki woskowe
Takie piękne, pachnące tabliczki woskowe, aromatyzowane olejkami eterycznymi i zdobione roślinnymi elementami, tworzyli na Zlocie Zielarskim w Czarnocinie szczęśliwcy. Szczęśliwcy, czyli osoby, którym udało się zapisać na warsztaty tworzenia tabliczek florenckich. Mnie się nie udało, mogłam tylko podziwiać gotowe tabliczki. Piękne, magiczne, pachnące.
Zupa ze świeżych grzybów
Gdy przed kilku dniami wybraliśmy się na kolejne grzybobranie, nie martwiłam się o obiad - w domu czekała już na nas zupa ze świeżych grzybów. Zupa z maślaków! Wystarczyło pogotować ją jeszcze przez chwilę, zabielić i ugotować makaron. I jeść, trzęsąc uszami, bo zupa ze świeżych grzybów jest pyszna!
Marynowane maślaki
Dziś pokażę marynowane maślaki. Parę dni temu pojawił się w naszym pobliskim lesie prawdziwy wysyp tych grzybków. Jeszcze tydzień wcześniej znaleźliśmy tylko kilka, ilość w sam raz do urozmaicenia jajecznicy. A teraz - proszę Państwa, godzinka w lesie i dwa kosze maślaków! I jeszcze sporo małych zostało, więc za dwa dni znów sprawdzimy, co tam wyrosło. A tymczasem zapraszam na marynowane maślaki.









