Herbatka z pączków jabłoni – wiosenne herbaty fermentowane

Dziś obiecana ostatnio herbatka z pączków jabłoni. Zrobiona z kwiatowych pączków jabłoni, zerwanych wraz z młodymi listkami, a od czasu do czasu również z rozwiniętym już kwiatkiem.herbatka z pączków jabłoni

herbatka z pączków jabłoniSurowiec pozyskiwałam głównie w celu przygotowania kosmetycznej przedmieszki (pisałam o tym tutaj – klik), ale zebrałam go trochę za dużo. Powstała więc herbatka z pączków jabłoni – surowiec poddany fermentacji czy może oksydacji (?). Herbatka, o której słyszałam niemal legendy, tym bardziej chciałam jej więc spróbować. Z pączkowych resztek nie udało mi się zrobić wiele gotowej herbaty, ale na spróbowanie wystarczy. Dobre i to. Oczywiście jabłonka, z której zbiera się pąki, może być dzika. Nawet lepiej, gdyby była – jakaś zdziczała, na nieużytku lub miedzy. Moje jabłonki nie są dzikie, ale to przedwojenne, stare odmiany.

Nie tylko herbatka z pączków jabłoni

Żeby nie było nudno i aby nie marnować energii potrzebnej do fermentowania małej ilości pączków, za jednym zamachem powstała też herbatka z kwiatów dzikiej czereśni (wiśni ptasiej, trześni, Prunus avium). I na dokładkę – fermentowane młode liście mirabelki (śliwy wiśniowej, ałyczy, Prunus cerasifera). Wszystkie te herbatki można zrobić najczęściej w kwietniu, a czasem w maju, gdy nadchodzi późna i chłodna wiosna. W tym roku wysypało się wszystko na raz, więc trudno nadążyć ze zbieraniem i przetwarzaniem, a jeszcze trudniej – z opisywaniem.herbatka z pączków jabłoni

Herbatka z pączków jabłoni oraz z kwiatków dzikiej czereśni była przygotowywana niemal równocześnie – z “poślizgiem” zaledwie jednej godziny, co jednak od razu widać na zdjęciach.herbatka z pączków jabłoni Najpierw umieściłam w słoiku nieco rozdrobnione pączki jabłoni. Na początek trochę je pokroiłam, a następnie rolowałam partiami w dłoniach tak długo, aż wyraźnie się pogniotły i pokryły wilgocią.herbatka z pączków jabłoniW ten sposób udało mi się naruszyć ich wiązania komórkowe. I teraz – siup do słoika. Zaraz potem pobiegłam po kwiaty czereśni, które znalazły się w słoiku mniej więcej po godzinie.herbatka z pączków jabłoni Efekt jeszcze przed umieszczeniem w piekarniku wyglądał tak:herbatka z pączków jabłoni

Pączki jabłoni (po prawej) już zaczęły lekko fermentować i utleniać się – jeszcze bez użycia podwyższonej temperatury. Ich barwa jest wyraźnie zmieniona w stosunku do wyjściowego koloru surowca. Na szczęście to w niczym nie przeszkodziło dalszym procesom – oba słoiki razem wylądowały w piekarniku rozgrzanym do około 40-50 stopni. Spędziły w nim jakieś 4 godziny, aż zawartość wyraźnie zmieniła zapach i zaczęła wyglądać tak:herbatka z pączków jabłoni

Suszenie

Wysypałam obie herbatki – każdą osobno – na blachę wyłożoną papierem i na powrót umieściłam w ciepłym piekarniku – 50 stopni z termoobiegiem – w celu wysuszenia. Teraz trzeba je wsypać do słoika i odstawić na półkę. Sucha fermentacja, czyli proces dojrzewania herbaty, może zdziałać cuda. Coś, co nie bardzo jest smaczne zaraz po przygotowaniu – odstawione w kąt i zapomniane na rok – staje się nagle smakowym odkryciem stulecia, na miarę lądowania na księżycu. Dlatego nie spieszę się z degustacją, zaparzyłam tylko jedną filiżankę – potrzebne mi było zdjęcie.

herbatka z pączków jabłoni
Fermentowane pączki jabłoni
herbatka z pączków jabłoni
Fermentowane kwiaty dzikiej czereśni

herbatka z pączków jabłoni

Po wysuszeniu okazało się, że ilości gotowych herbatek są naprawdę degustacyjne. Zwłaszcza delikatne kwiaty czereśni w piekarniku zmieniły się w maleńką kupkę suszu. No nic, na spróbowanie wystarczy, a jak herbatka będzie smaczna – za rok zrobię jej odpowiednio więcej.herbatka z pączków jabłoni

herbatka z pączków jabłoni
Susz herbaciany z fermentowanych pączków jabłoni

Fermentowane liście mirabelki

Herbatka z liści mirabelki powstała zupełnie osobno. Pierwsze próby poczyniłam już przed rokiem, ale mało było tej herbatki, więc nie opisywałam. Teraz wiem, że fermentowane liście mirabelki pachną bardzo pięknie, a zaparzone mają lekko kwaskowy, intrygujący smak. Zdecydowanie warto spróbować, tym bardziej, że ręcznie i domowo robiona herbatka fermentowana za każdym razem może smakować nieco inaczej. To nie fabryka, tu działamy intuicyjnie!

Procedura jest taka sama, jak w przypadku każdej fermentowanej herbatki. Liście należy zerwać, naruszyć wiązania komórkowe poprzez rolowanie w dłoniach, ugniatanie lub zmaltretowanie w inny sposób i umieścić dość ciasno w słoiku. Słój zakręcić i wstawić do piekarnika nagrzanego do 40-50 stopni. Podgrzewać tak długo, aż surowiec zmieni kolor na lekko brązowy. Wówczas liście wysypać na blachę wyłożoną papierem i wysuszyć herbatkę. Ja suszę w tej samej temperaturze, w której listki były fermentowane, ale włączam termoobieg, by szybciej wyschły. Jest tu jednak spore pole do eksperymentów. Można suszyć w wyższej bądź niższej temperaturze. Można  dłużej lub krócej poddawać surowiec działaniu temperatury w wilgotnym środowisku zamkniętego słoika. Za każdym razem uzyska się inny efekt. Dlatego warto eksperymentować, a nawet robić notatki – zapisując ilość surowca, czas i temperaturę kolejnych procesów. Być może uda się osiągnąć ideał – wówczas warto wiedzieć, jak odtworzyć użyte wcześniej warunki.

Karmelowa herbatka – fermentowany kwiat bzu, a raczej lilaka

Już za chwileczkę, już za momencik w ogrodach i na nieużytkach będą królować odurzające zapachem bzy. Tak popularnie, choć błędnie, nazywane są krzewy lilaka (Syringa). Z kwiatków można z łatwością wyczarować kolejną herbatkę fermentowaną – karmelową herbatkę z kwiatka. Pisałam o niej tutaj – klik. Oprócz smakowych, ma również sporo właściwości zdrowotnych. Lilak (pachnący “bez”) każdy umie rozpoznać. Wystarczy tylko nie zrywać kwiatów przy ruchliwych drogach, a można zrobić sobie naprawdę pyszną, nietuzinkową herbatkę, do czego gorąco zachęcam. O herbatce z kwiatów lilaka więcej dowiesz się tutaj:

Karmelowa herbatka

herbatka z pączków jabłoni

Dzisiejsze herbatki to wprawdzie nie jest dzikie jedzenie przyrządzone z chwastów, jednak mogą być fajną inspiracją do wykorzystania darów natury z dziko rosnących drzew. Pewnie nie każdy słyszał o tym, że można w domu fermentować herbatki z dzikich roślin (dziś akurat z drzew i krzewów) – zachęcam więc do eksperymentów. Aby ta wiedza się szerzyła – spróbuję dołączyć herbatki z liści, pąków i kwiatów do akcji:
Jemy chwasty 2018

Powiązane wpisy

8 thoughts on “Herbatka z pączków jabłoni – wiosenne herbaty fermentowane

  1. Słyszałam ostatnio o takich herbatkach, ale sama nie robiłam. Dzięki za instrukcję, za dwa dni będę robić z lilaka i liści malin oraz podbiału.

  2. Witam.Właśnie robi mi się herbatka z jabłonki :-). Mam pare pytań ; czy moge zrobić jeszcze z dzikiej śliwki,bo mirabelke mam przy drodze i nie chce takiej zrywać.Mam jeszcze dziką wiśnie,czy też się nadaje i czy z kwiatkami jak jabłonke? No i już ostatnie pytanie,czy lilak ma być rozkwitnięty na herbatke,bo jeszcze ma pączki ?
    Pozdrawiam Gosia 🙂

    1. Gosiu

      Możesz fermentować herbatki z wszystkich drzew i krzewów owocowych – z liści, kwiatów i pąków. Bardzo smaczna jest podobno grusza. Czarna porzeczka, malina, jeżyna, poziomka – super! Śliwki nie robiłam, ale jest blisko spokrewniona z mirabelką, więc warto spróbować. Wiśnia z kolei jest kuzynką czereśni – więc też powinna się nadać. To naprawdę szerokie pole do eksperymentów – byleby roślina nie była trująca!

      Kwiaty lilaka mają być rozwinięte, a nie w pąkach – ale pilnuj terminu, bo z przekwitających są już marne herbaty.

      Pozdrawiam wzajemnie 🙂

    1. Warto spróbować, to ciekawe doświadczenie. I choć pewnie nie odnajdziesz w tym napoju smaku “zwykłej” herbaty, do jakiej jesteś przyzwyczajony, to z całą pewnością fermentacja zmienia smak każdego ziółka. Taka herbata zawsze smakuje inaczej, niż zwyczajnie wysuszone ziele.
      Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *