Parę dni temu udało mi się zebrać kilka ziół, między innymi żmijowiec. A konkretnie - kwitnące ziele żmijowca. Ach, jakaż to piękna roślina! Bardzo lubię ten czas, gdy żmijowiec strzela w górę i zaczyna błękitnieć na poboczach dróg i nasypach kolejowych. Na szczęście nie tylko tam, bo w tych miejscach nie powinniśmy go zbierać. Szukaj ustronnego miejsca, polnej drogi, suchej łąki w lesie - tam też powinien rosnąć żmijowiec. Szukaj do skutku, ale nie zbieraj ziela przy ruchliwej szosie, choć tam rośnie najobficiej. Ja też musiałam trochę pojeździć, obserwując okolicę. Wreszcie znalazłam ustronne miejsce, w którym zebrałam kwitnące ziele. I teraz działam.
Żmijowiec zwyczajny – Echium vulgare L. podczas kwitnienia zwraca na siebie uwagę. Należy do tej samej rodziny co żywokost, ogórecznik, miodunka, farbownik czy niezapominajka, czyli rodziny szorstkolistnych –Boraginaceae. Lecznicze jest ziele podczas kwitnienia, obfitujące w alantoinę, alkaloidy (cynoglosyna, kosolicyna, konsolidyna, echiina), saponiny, krzemionkę, fitosterole, olejek eteryczny, cholinę, garbniki (ok. 8-12%) i śluzy (źródło).
Właściwości zdrowotne i kosmetyczne żmijowca
Na skórę działa podobnie jak żywokost, czyli przyśpiesza gojenie ran, zmiękcza naskórek, udrażnia przewody łojowe, zapobiega powstawaniu zaskórników, podnosi elastyczność skóry. Świetny do pielęgnowania cery trądzikowej. Regenerująco i osłaniająco działa na błony śluzowe. Po podaniu doustnym wywiera wpływ przeciwbólowy, rozkurczowy, przeciwkaszlowy, uspokajający, a nawet rozluźniający psychicznie. Przedawkowany może wywoływać oszołomienie i senność. Doskonały do robienia okładów (świeże pogniecione ziele, macerat ze świeżego ziela, napar, odwar z korzenia lub ziela) na trudno gojące się rany, odleżyny, oparzenia, wypryski, liszaje, stłuczenia, opuchnięte stawy. Napar lub odwar z ziela albo korzenia (1 łyżka na 220 ml wody) można pić 3-4 razy dziennie po 100-150 ml. Przy kaszlu małe dawki, ale często (źródło).
Raczej nie będę suszyć żmijowca na herbatkę. No, może trochę. Tym razem postawiłam na zastosowania zewnętrzne - kosmetyczne i ułatwiające powrót skóry do zdrowia. Będą to ocet, gliceryt i macerat olejowy.
Ocet ze żmijowca
- pokrojone świeże, kwitnące ziele żmijowca*
- woda przegotowana i wystudzona
- cukier - na każdy litr wody 4 czubate łyżki
- matka octowa – jeśli ją masz, a jeśli nie, to możesz dodać kilka łyżek żywego octu (np. jabłkowego) albo nawet kilka kawałków jabłka
*Żmijowiec możesz częściowo albo całkowicie zastąpić kwitnącym zielem farbownika lub żywokostu - to rośliny spokrewnione z sobą i o podobnych właściwościach. Piszę akurat o żmijowcu, bo jego chyba najłatwiej znaleźć i rozpoznać. Dla porównania ze zdjęciami z początku postu - poniżej możesz zobaczyć kwitnący farbownik (górne zdjęcie) i żywokost (zdjęcie dolne).
Przygotowanie octu - ogólne wskazówki*
- Świeżo zebrane, kwitnące ziele żmijowca umieść w dużym wyparzonym słoju. Dobrze jest je przedtem grubo pokroić, by łatwiej zmieściło się w naczyniu. Nie musisz kroić bardzo drobno. Tworzący się ocet i tak wyciągnie z ziela wszystko, co najlepsze! Rośliny powinny wypełnić około 1/3 słoja. Więcej nie zalecam. Ja napełniłam swój słoik w połowie luźno wsypanym zielem i okazało się, że to jednak zbyt dużo (co zobaczysz na obrazkach pod opisem octu).


- Rośliny zalej chłodnym syropem z przegotowanej wody i cukru w proporcji: 4 czubate łyżki cukru na każdy litr wody. Niektórzy używają miodu do osłodzenia wody, ale ja uważam, że nie warto. Całą słodycz – obojętnie, czy będzie pochodzić z drogiego i wartościowego miodu, czy też z taniego białego cukru – i tak zjedzą bakterie, najpierw zamieniając roztwór w wino, a następnie w ocet. W końcowym produkcie nie pozostanie nawet cząstka słodyczy, bo ocet pracuje tak długo, jak długo bakterie mają co jeść – a jest to cukier pod dowolną postacią.


- Nie napełniaj słoja do końca, bo nastaw może wykipieć podczas burzliwej fermentacji (jak to mnie się zdarzyło). Rekomenduję dodanie matki octowej lub nieco żywego octu na start. Nie jest to zabieg konieczny, jednak bardzo ułatwia zapoczątkowanie pożądanych procesów, a żmijowiec okazuje się być trudnym materiałem do fermentowania.
- Nastaw octowy trzeba przykryć ściereczką lub ręcznikiem papierowym i zabezpieczyć gumką, by do środka nie dostały się muszki. Codziennie odkrywać przynajmniej raz, a najlepiej kilka razy i mieszać wyparzoną drewnianą łyżką.

- Codzienne mieszanie trzeba kontynuować do czasu, aż ziele opadnie na dno. Wówczas należy ocet przecedzić i ponownie wlać do słoja, zabezpieczając przed muszkami. Na tym etapie już nie mieszaj. Istnieje spora szansa, że na powierzchni utworzy się matka octowa, która ułatwi Ci nastawienie kolejnego octu. Po około trzech-czterech kolejnych tygodniach możesz zlać ocet znad osadu do butelek (najlepiej przy pomocy wężyka, żeby nie mącić płynu). Zakręcić lekko i pozostawić w spokojnym miejscu do sklarowania. Na koniec warto ocet raz jeszcze zlać znad osadu do czystych butelek, zakręcić i odstawić w chłodne miejsce (spiżarnia!) do długotrwałego dojrzewania.
*Więcej różnych wskazówek dotyczących wytwarzania octu znajdziesz tutaj (klik).
Kolejne etapy fermentacji i trochę problemów - żmijowiec nie jest łatwym surowcem!
Kolejne etapy (co dwa dni) wyglądały tak:

W rezultacie byłam zmuszona rozdzielić nastaw na dwa słoiki. A ponieważ dodatkowo zauważyłam pewne objawy śluzowatości (co wskazuje na początki niepożądanej fermentacji mannitowej) - do każdego słoja dolałam sporą porcję żywego octu jabłkowego (do większego pół szklanki, do mniejszego ćwiartkę). Mam nadzieję, że da się uratować ten nastaw. A jeśli nawet nie - nic straconego, żmijowiec wciąż jeszcze kwitnie. Najwyżej nastawię nowy ocet 🙂
Jak i do czego można używać octu ze żmijowca?
To w gruncie rzeczy bezcenny płyn. Od żmijowca przejął właściwości kojące, gojące, zmiękczające naskórek i uelastyczniające skórę. Jest doskonały do robienia okładów na oparzenia, wypryski, liszaje, stłuczenia, opuchnięte stawy. Świetny do moczenia obrzękniętych stóp (np. podczas upałów albo po długiej podróży). Zmiękcza zrogowaciały naskórek, pomaga w zwalczaniu nadmiernej potliwości stóp. Jest doskonałym surowcem do skomponowania toniku do twarzy, a także jako płukanka do włosów. Można go również spożywać po rozcieńczeniu wodą (mniej więcej łyżka octu na szklankę wody). A jeśli zrobisz go bardzo dużo - nada się też do sprzątania!
Żmijowiec (lub farbownik, ziele żywokostu) na gliceryt
- świeże ziele kwitnącego żmijowca (najlepiej bez łodyg) - 20 g (około 120 ml lekko ubitego ziela)
- alkohol 70% do zwilżenia surowca
- 200 g gliceryny roślinnej
- 100 g wody destylowanej (lub solanki Ringera)
- 4 g glukonolaktonu*
*Jeśli masz cerę bardzo wrażliwą, używaj do toników glukonolaktonu, a nie kwasu mlekowego, gdyż ten działa bardziej agresywnie. Kwas mlekowy ma mniejszą cząsteczkę i głębiej wnika, stąd też mogą pojawić się uczulenia. Glukonolakton ma większą cząsteczkę i nie wnika aż tak szybko, ale równie wspaniale działa na skórę (źródło).
Przygotowanie:
- Surowiec rozdrobnij, np, posiekaj drobno. nożem ceramicznym. Umieść go warstwami w wyparzonym wcześniej słoiku. Każdą warstwę spryskaj delikatnie alkoholem, pozostaw na kilkanaście minut.

- W oddzielnym naczyniu przygotuj mieszaninę gliceryny farmaceutycznej, wody destylowanej i glukonolaktonu. Ten ostatni składnik powoduje lekkie zakwaszenie glicerytu, jego dodatkową konserwację i zachowanie koloru. Zwróć uwagę, jak pięknie wygląda zlewka, gdy cięższa gliceryna łączy się z lekką wodą...

- Wlej płyn do naczynia ze żmijowcem, wymieszaj i zakręć słoik. Maceruj ziele przez co najmniej 3 tygodnie, chroniąc słoik przed światłem (szafka, ciemna łazienka itp.). Codziennie wstrząśnij słoikiem, mieszając przy tym zawartość.

- Na koniec odcedź płyn, wyciśnij ile się da z resztek ziela, przefiltruj. Przechowuj gliceryt żmijowcowy w butelce z ciemnego szkła. Nie zapomnij podpisać butelki!
Gliceryt ze żmijowca nadaje się do pielęgnacji każdego rodzaju skóry, jest bardzo uniwersalny - między innymi dzięki zawartej w żmijowcu alantoinie. Warto zwrócić uwagę na jego właściwości kojące, gojące i przeciwobrzękowe. Do toników i kremów można dodać 10% gotowego wyciągu glicerynowego (raczej nie więcej, bo nadmiar użytej w kosmetyku gliceryny może wysuszać skórę, zamiast ją nawilżyć).
Uwaga: Nie używaj tego glicerytu (podobne - z farbownika i żywokostu) do kremów z mocznikiem – istnieje niebezpieczeństwo, że śluzy obecne w żmijowcu skrystalizują się w postaci strzępków (źródło).
Żmijowiec - macerat olejowy (tłuszczowy)
Na zakończenie podam sposób na przygotowanie wyciągu olejowego z ziela żmijowca (żywokostu, farbownika). Tłuszcz nie jest tu może najlepszym ekstrahentem, ale jako uzupełnienie glicerytu i octu sprawdzi się doskonale. Mając ocet, możesz robić okłady i przymoczki, możesz też sporządzić tonik. Mając dodatkowo gliceryt i macerat olejowy - przygotujesz świetny krem, balsam czy mleczko. Tu wszystko zależy od Twojej inwencji. Ale te przedmieszki z pewnością warto mieć!
Żmijowiec w maceracie tłuszczowym - skład
- kwitnące ziele żmijowca (żywokostu, farbownika) - pokrojone z grubsza
- alkohol 70% do zwilżenia surowca
- olej z pestek winogron - tyle, by przykryć materiał zielarski*
*Lub dowolny inny tłuszcz, który masz w domu, a który nadaje się do celów kosmetycznych. Może to być np. oliwa, olej migdałowy, kokosowy, a nawet smalec, jeśli nie masz oporów przed użyciem tłuszczu zwierzęcego.
Przygotowanie
Żmijowiec wstępnie rozdrobnij, im drobniej go pokroisz, tym lepiej. Surowiec spryskaj alkoholem 70%i pozostaw na 20-30 minut. Po tym czasie zalej lekko ciepłym olejem w takiej ilości, by całkowicie przykrył materiał roślinny. Możesz macerować żmijowiec na zimno lub na ciepło.
- Jeśli wybierzesz metodę na zimno, to zakręć słoik i odstaw go w ciemne, ale ciepłe miejsce. Co kilka dni potrząsaj słoikiem, starając się wymieszać zawartość. Zioła maceruj w oleju przez 5-6 tygodni, a następnie przecedź przez gęste sitko. Jeśli jest potrzeba, przefiltruj dodatkowo. Przechowuj w butelce z ciemnego szkła, nie zapomnij o etykietce!

- Na ciepło możesz macerować żmijowiec w dowolnym tłuszczu, nawet tym, który ma stałą konsystencję w temperaturze pokojowej (jak olej kokosowy czy też dowolny tłuszcz zwierzęcy). W tym celu zalej ziele tłuszczem w naczyniu, które umieścisz w kąpieli wodnej. Słoik z zielem i olejem postaw na ściereczce, którą wymościsz dno garnka. Podgrzewaj delikatnie (bez wrzenia, temperatura we wnętrzu słoja nie powinna przekraczać 40 stopni!) w garnku z gorącą wodą przez 1-2 godziny, trzy dni pod rząd. Możesz zamiast kąpieli wodnej użyć wolnowaru lub urządzenia typu Thermomix - one będą pilnować temperatury za Ciebie. Szczegółowo o maceracji ziół na ciepło pisałam między innymi tutaj (klik) i tutaj (klik).
Żmijowiec - przygotowanie maceratu olejowego na ciepło w Speedcooku lub Thermomixie
Ja do maceracji użyłam Speedcooka. Najpierw lekko rozdrobniłam zwilżone alkoholem ziele (obroty 6, kilkadziesiąt sekund). Jeszcze raz spryskałam 70-procentowym spirytusem zawartość dzbana - to poprawi ekstrakcję. Ale spirytusu nie ma być aż tyle, by żmijowiec ociekał alkoholem, warto użyć atomizera (ja mam taki jak na zdjęciu, bardzo dobrze się sprawdza).
Zostawiłam na kilkanaście minut pod przykryciem, a następnie wlałam spożywczy olej z pestek winogron - tyle, by materiał został przykryty olejem. Ustawiłam urządzenie następująco: obroty 2, temperatura 40, czas 1 godzina - i włączyłam. Speedcook pilnował za mnie temperatury i czasu, a mieszadło wprawiało żmijowiec w nieustanny, powolny ruch. Wszystkie te czynności powtórzyłam nazajutrz i jeszcze następnego dnia, po czym odcedziłam gotowy macerat od cząstek stałych. Najpierw na sicie, a potem jeszcze przefiltrowałam na wszelki wypadek. Bo żmijowiec jest pokryty drobnymi włoskami, które mogłyby spowodować podrażnienie skóry, gdyby znalazły się w kosmetyku.
Gotowy macerat olejowy przechowuj z dala od światła (czyli w ciemnym szkle albo w głębi szafki). Nie zapomnij opisać butelki/słoika/pudełka!
Oprócz maceratu w oleju z pestek winogron przygotowałam też taki na bazie oleju kokosowego, również na ciepło. To wszystko dla wygody, bo czasem potrzebny jest wyciąg ziołowy o stałej konsystencji.
Uzyskany produkt to maść żmijowcowa (tym razem jeszcze z dodatkiem farbownika), właściwie gotowa do stosowania bez dalszych zabiegów. Ale można użyć jej również do przygotowania dowolnego kosmetyku, najlepiej kremu.
I to by było na tyle 🙂 Piękny ten żmijowiec, prawda?

































Jesteś niesamowita/ y 🙂 Hajduczku. Czego Ty nie potrafisz! Ojej! Wczoraj rozmawiałam o Twoim blogu z sąsiadką podczas treningu nordicowego. I oczywiście pokazywałam jej żmijowiec. Rośnie na terenie dzikich łąk ( na podłożu wapiennym), które przemierzamy z kijkami. Czy zrobię ocet? Hmmm... jeszcze nie wiem. Chciałabym, ale czy mi się uda? 🙂 Jak znam siebie, pewnie nie 🙂 Pozdrawiam jak zwykle serdecznie Pola 🙂
Zawsze warto spróbować. Jednak ocet okazał się być rzeczywiście trudnym przeciwnikiem w przypadku żmijowca. Ja walczę z moim, ale wciąż nie jestem pewna końcowego efektu.
To zdarzyło mi się pierwszy raz, wszystkie dotychczasowe octy wydawały się takie łatwe!
Pozdrawiam wzajemnie 🙂
https://www.hajduczeknaturalnie.pl/wp-content/uploads/2019/07/IGP7322.jpg
cy to zdjęcie to na pewno też żmijowiec? Nie mogę znaleźć nigdzie informacji o tej roślince, a różni się od żmijowca zwyczajnego, jest delikatna, nie sztywna i kłująca, ale kwiatki podobne..
To nie jest żmijowiec, tylko farbownik, a na następnym zdjęciu żywokost - obie rośliny są spokrewnione ze żmijowcem. Wprawdzie zdjęcia nie są podpisane, ale ich zawartość wynika z tekstu umieszczonego nad nimi.
Czy do wody do przygotowania octów można według Ciebie zamiast cukru dodać ksylitolu? Mam spory zapas, którego już nie używam i fajnie by go było do czegoś spożytkować. Jak sądzisz, będzie ok?
Nie będzie ok. Do produkcji octu nie można użyć ksylitolu, ponieważ on uniemożliwia fermentację.
spróbowałam zrobić ocet już 2 razy ale za każdym razem wszystko podpływało do wierzchu i mimo mieszania miałam wrażenie, że pojawiła się lekka pleśń na powierzchni.
Nie wiem jak to powinno pachnieć czy wyglądać ale wyrzuciłam. Czy o tej porze roku czyli wrześniu można jeszcze zbierać pozostałości żmijowca i jeszcze raz spróbować? Jak uniknąć tego wypływania? czy jednak nie potrzebnie wyrzuciłam? Pozdrawiam
Nawet we wrześniu można zebrać ziele żmijowca, zwłaszcza, jeśli kwitnie po wcześniejszym skoszeniu. Jeśli miałaś chociaż podejrzenie pleśni, to lepiej, że wyrzuciłaś, nie ma czego żałować. A to, że ziele uparcie wypływa na powierzchnię, to nic dziwnego, bo jest lekkie i trzeba po prostu częściej mieszać. Tak, żeby wszystkie części wciąż były wilgotne, pokryte syropem, bo wtedy jest mniejsze prawdopodobieństwo pojawienia się pleśni. W przypadku octu nie ma uniwersalnych, sztywnych porad, zawsze trzeba kierować się wyczuciem, a z czasem pojawi się doświadczenie. Żmijowiec to trudny surowiec, nie poddawaj się!