Usmażyłam najprostsze z najprostszych naleśniki bezglutenowe na bazie niepalonej kaszy gryczanej. I tu ważna uwaga - tradycyjna kasza gryczana, czyli palona czy też prażona, nie nadaje się do tego przepisu. Koniecznie musisz mieć niepaloną, tzw. białą kaszę gryczaną, która zresztą pod względem zdrowotnym jest znacznie lepsza niż palona. Spytasz pewnie - dlaczego? Nie mam na to dowodów naukowych, tak pożądanych i wielbionych przez wiele osób, ale... Kilka lat temu miałam okazję rozmawiać z rolnikiem, gospodarującym na dużym areale. Janek uprawia między innymi grykę, więc naprawdę dobrze zna temat.
Niepalona kasza gryczana
I właśnie od niego dowiedziałam się, że jeśli z ziarnem gryki jest coś nie tak - jest na przykład wilgotne, zagrzybione, zapleśniałe po zbiorze - łatwo zamaskować te wady, prażąc grykę i uzyskując tradycyjną kaszę gryczaną. To nie znaczy, że cała obecna w handlu kasza gryczana palona jest próbą zamaskowania wad nasion gryki, oczywiście, że nie. Ale przeciętny konsument, jak ja czy Ty, nie ma odpowiednich narzędzi i sposobu, by odróżnić dobrą kaszę paloną od złej. Białą kaszę gryczaną lubiłam już dawniej, a od czasu rozmowy z Jankiem kupuję tylko taką.
Niepalona kasza gryczana ma wiele zalet. Można z niej zrobić zdrowy fermentowany napój rejuvelac (postaram się wkrótce coś więcej o nim napisać), można upiec chleb (tu znajdziesz przepis) i można oczywiście zwyczajnie ugotować ją na obiad lub kolaję i podać z sosem grzybowym, pieczarkowym czy pieczeniowym. Doskonale smakuje też z gulaszem. Z gryką przygotowuję czasem sałatki i pasty na chleb. Bo niepalona kasza gryczana jest uniwersalna!
Najprostsze naleśniki bezglutenowe - skład na około 10 sztuk
- 2 szklanki niepalonej kaszy gryczanej
- woda
- pół łyżeczki soli
Przygotowanie ciasta na naleśniki bezglutenowe
- Dwie szklanki kaszy włóż do odpowiednio dużego naczynia i zalej sporą ilością chłodnej wody (zwyczajnej, z kranu). Przykryj naczynie i pozostaw w spokoju na około 24-36 godzin. W tym czasie ziarenka zanurzone w wodzie zaczną lekko fermentować i na powierzchni pojawi się piana.

- Po 24-36 godzinach powinno się podjąć kolejne kroki, ale jeśli wyskoczy Ci coś nagłego (tak jak mnie) - nie martw się, odlej wodę z moczenia, przepłucz grykę i zalej świeżą wodą z kranu. I niech stoi na blacie przez kolejne 24 godziny. Nic złego jej się nie stanie. Sprawdziłam to.

- Po 24-36 godzinach (lub dłuższym czasie - w razie potrzeby) odcedź kaszę na sicie, przepłucz chłodną wodą i przełóż do naczynia, w którym będziesz miksować.

- Ja użyłam Speedcooka. Wlej na początek 1,5 szklanki wody, czyli tyle, by woda przykryła odcedzoną kaszę. Użyłam wody z filtra odwróconej osmozy, może być woda gazowana. Dodaj pół łyżeczki soli.

- Zmiksuj kaszę na wysokich obrotach, po kilku minutach powinno powstać gładkie ciasto o konsystencji śmietany. Ja po próbie usmażenia pierwszego naleśnika (efekt widać na zdjęciu) przekonałam się, że ciasto jest zbyt gęste, bo nie chciało ładnie rozlewać się na patelni. Dodałam więc kolejny chlust wody - myślę, że około pół szklanki - i krótko zmiksowałam. Teraz już smażenie naleśników poszło gładko.
Smażenie naleśników
- Patelnię rozgrzej na największym palniku. Jej powierzchnię spryskaj tłuszczem albo posmaruj przy pomocy pędzla silikonowego - oleju ma być naprawdę niewiele. Bo naleśniki nie mogą pływać w tłuszczu!

- Na rozgrzaną patelnię wylewaj cienką warstwą porcję ciasta, równocześnie przechylając patelnię i rozprowadzając ciasto po całej powierzchni.

- Smaż do momentu, gdy brzegi ciasta podniosą się i wyraźnie zaczną odstawać od patelni.

- Wówczas przewróć naleśnik na drugą stronę. Jeśli masz wprawę - przewracaj, podrzucając naleśnik na patelni. Ja nie mam aż tak wielkiej wprawy, więc do przewracania naleśników używam szerokiej łopatki.

- Po dosmażeniu z drugiej strony przekładaj naleśniki na talerz, a potem nadziewaj zgodnie z upodobaniem - na słono lub na słodko.
Naleśniki bezglutenowe z kaszy gryczanej są świetne! Smak gryki nie jest jakoś bardzo wyczuwalny, a naleśniki nie przywierają do patelni (smażyłam na teflonowej spryskanej olejem). Po usmażeniu z jednej strony są na tyle zwarte i elastyczne, że bez trudu da się je przełożyć na drugą stronę i dosmażyć. W połowie smażenia naleśników poczułam, że znów muszę spryskać patelnię olejem - i potem smażenie poszło już gładko aż do końca. Usmażone naleśniki gryczane są wystarczająco sprężyste, by dało się w nie coś zawinąć.
U mnie była to gorąca kapusta z pieczarkami (podobna do tej, tylko z olejem zamiast masła). Po jej nałożeniu zawinęłam naleśniki jak krokiety i podsmażyłam z dwóch stron na rozgrzanej patelni. Dzięki temu uzyskałam danie wegańskie i bezglutenowe. Ale mogłabym opanierować krokiety w jajku i bułce tartej - i też uzyskałabym pyszne danie, tylko już nie bezglutenowe. I nie wegańskie.
Smacznego!
A po przepisy na inne pyszne naleśniki zapraszam tutaj:
https://www.hajduczeknaturalnie.pl/nalesniki-z-warzywami-i-podagrycznikiem/
https://www.hajduczeknaturalnie.pl/nalesniki-z-cukinia/
https://www.hajduczeknaturalnie.pl/nalesniki-z-ruskim-farszem/

















Do tej pory nie wiedziałam o tej kaszy niepalonej, a tu same ciekawostki - jakże wartościowe informacje ! Dziękuję ! Może kiedyś spróbuję zrobić takie naleśniki. Na pewno są zdrowsze niż te ze zwykłej mąki pszennej. Pozdrawiam 🙂
Ach, to bardzo się cieszę, że wpis o naleśnikach przy okazji przybliżył Ci nieznany rodzaj kaszy. Pozdrawiam serdecznie!
No popatrz Hajduczku, a ja się zastanawiałam w sklepie co zrobić można z białej kaszy 🙂 Dzięki, na pewno wypróbuję. Szkoda, że nie znałam takich sposobów dawno temu, gdy miałam w domu małego bezglutenowca. Pozdrawiam 😍
Tak, warto spróbować białej kaszy gryczanej. Zawsze bardzo lubiłam tę paloną, ale biała chyba jeszcze bardziej przypadła mi do gustu. Ma nieco delikatniejszy, ale nadal charakterystyczny smak gryki.
Hajduczku, od 3 lat kupuję tylko kaszę od pani z drugiej wsi, która właśnie uprawia i sprzedaje (drogo bo drogo, ale tak być musi, ona niewiele zarabia) białą grykę. Od kiedy dowiedziałam się od mojej pani profesor z UR w Krakowie, co wyczyniają producenci gryki (palenie to jedno, najgorsza wg mnie jest desykacja glifosatem) wolę przepłacić, ale nie truć siebie i rodziny. Pozdrawiam cię serdecznie - Marzynia
Szkoda, że w Wielkopolsce praktycznie nie uprawia się gryki. Przez to nie tylko nie mogę kupić od sąsiada, ale nawet miodem gryczanym z własnej pasieki nie mogę się uraczyć! A odkąd mamy pszczoły, to nie kupuję miodów z innych źródeł.
Pozdrawiam, Marzyniu!