Musiałam, po prostu musiałam zacytować te słowa o seksualności i aborcji, z którymi zgadzam się co do joty, co do litery. Pochodzą stąd, nie zmieniłam niczego. Przepraszam Was za ten "polityczny" wpis. Nie jestem zwolenniczką aborcji, właściwie jestem jej przeciwna. Ale nigdy nie poprę pozbawiania kobiet możliwości decydowania o swoim ciele i o płodzie, który być może noszą w swoim łonie. Ani karania kobiet i lekarzy za podjęcie jakichkolwiek kroków. Uważam, że tę trudną przecież decyzję każda kobieta musi podjąć sama i rozważyć ją w swoim sumieniu. Bo to jej sumienie będzie obciążone ewentualnym poczuciem winy. Wyobrażam sobie, że to musi być najtrudniejsza decyzja w życiu i w dodatku nigdy nie da się o niej zapomnieć. Ale to nadal kobieta, potencjalna matka, powinna podjąć tę najtrudniejszą decyzję. Nie lekarz, nie minister, premier, poseł, ksiądz. Ani jej matka, babka czy ciotka. Ani sędzia czy prokurator. Takie sprawy trzeba załatwić z własnym sumieniem, bo nawet kara więzienia (której jestem z wszystkich sił przeciwna) nie zmniejszy ani nie wyeliminuje ewentualnych wyrzutów sumienia i poczucia winy. Żeby można było dalej żyć, trzeba mieć siłę przebaczyć samej sobie. Albo nie decydować się na aborcję. Nikt i nic nie powinno wpływać na tę decyzję, tylko wgląd w siebie i podjęcie decyzji we własnym sumieniu. Nie napisałabym tego lepiej, dlatego pozwalam sobie zacytować w całości. Poczytajcie! Kontynuuj czytanie →