Złapałam kleszcza - co robić?

Oto, co mi zostało po arcyciekawym spacerze ziołowym z Anią, Gosią i Adamem - złapałam kleszcza, zrobiłam bukiet z ziół, zebrałam kwitnące ziele żywokostu na ocet, opaliłam się trochę i zmęczyłam, ale także bardzo dużo dowiedziałam się i nauczyłam. Mam nadzieję, że zapamiętam wszystko, bo tym razem miałam dyktafon i udało mi się nagrać to, co mówili Gosia, Ania i Adam, a także inni uczestnicy spaceru. To wszystko jest bowiem bardzo ciekawe i ważne, każdy ma jakieś własne doświadczenia z ziołami. No bo przecież na taki spacer nie idą ludzie, którym temat jest zupełnie obcy... W podziękowaniu dla organizatorów i współuczestników spaceru zamieszczam ziołowe zdjęcie 🙂

złapałam kleszcza

Pouczający spacer ziołowy

W wolnych chwilach z radością przesłucham ponownie i utrwalę w sobie to bogactwo wiedzy, bo zapamiętać wszystkiego po jednorazowym usłyszeniu nie sposób. Nawet, jeśli zna się trochę omawiane rośliny, umie się je znaleźć i rozpoznać. I nawet, jeśli zna się podstawowe działanie i zastosowania. Moje nagrania wynoszą wiedzę na wyższy poziom stosowania ziół z uwzględnieniem ich interakcji, skumulowanego działania odpowiedniej mieszanki, a także sposobów ekstrakcji. Bo inaczej działa napar, inaczej odwar, a jeszcze inaczej wyciąg alkoholowy, macerat olejowy, maść czy ocet.

złapałam kleszcza

Ocet żywokostowy

Nie jestem zielarzem, ani nawet biologiem z wykształcenia. Jednak rozpoznawaniem roślin i działaniem ziół interesuję się właściwie od zawsze. Już w czasie zajęć terenowych na studiach zadziwiałam prowadzących znajomością rozmaitych roślin i umiejętnością ich rozpoznawania nawet z daleka, po sylwetce drzewa czy krzewu. Jednak dopiero teraz mam możliwość wzięcia udziału w wielu wydarzeniach (spacerach, zlotach), które stopniowo poszerzają i pogłębiają moją wiedzę. I coraz bardziej rozbudzają ciekawość i głód nowych wiadomości!

złapałam kleszcza

Bukiecik zrobiłam piękny, bo wszystkie rośliny mają jakieś właściwości terapeutyczne. Nawet moje ukochane zioło - dziurawiec - tym razem potraktowałam po prostu jako jeden z kwiatków w bukiecie.

złapałam kleszcza

Dziurawiec

Spacer wspaniały, ale ... złapałam kleszcza

No więc co z tym kleszczem??? Ano nic takiego, łażąc po lasach, łąkach i wertepach zawsze trzeba się liczyć z ewentualnością jego wizyty na naszym ciele. Wszyscy wiemy, że niektóre kleszcze przenoszą groźne dla ludzi choroby, takie jak borelioza czy zapalenie mózgu. Złapałam kleszcza, trzeba więc coś z tym zrobić. Szkoda tylko, że nie udało mi się go zmyć i nie zauważyłam gościa w czasie wieczornej kąpieli, zanim jeszcze wgryzł się w skórę. Podczas spaceru wyjątkowo miałam na sobie długie spodnie, przez co poczułam się bezpiecznie i nie skupiłam się na poszukiwaniu intruza. Rano, zaspana jeszcze, bezwiednie podrapałam się po łydce (bezlitośnie potraktowanej przez komary, więc swędzącej) i zdrapałam COŚ. Coś było malutkie, płaskie i czarne, i niestety wyposażone też było w odnóża. Nie liczyłam ile było tych nóg, tylko spojrzałam na podrapane miejsce. No cóż, główka chyba nadal tkwiła w otworze o średnicy może jednego milimetra...

złapałam kleszcza

Główka kleszcza w mojej skórze

Nie mam już bardzo młodych oczu i mogłam czegoś nie dostrzec, ale w mojej skórze na pewno tkwiła czarna kropeczka, co zidentyfikowałam jako główkę kleszcza. Ups! Co robić??? Ratunku, złapałam kleszcza!!! Przecież nie pojadę w niedzielny poranek na poszukiwanie lekarza chętnego udzielić mi pomocy! Zresztą - on na pewno zaaplikuje mi antybiotyk, a tego chcę uniknąć za wszelką cenę. Nie wiem przecież, czy "mój" kleszcz przenosił jakieś choroby, a branie antybiotyku profilaktycznie wydaje mi się głupie. Mój mikrobiom jest dla mnie ważny, zwłaszcza, że dba on także o moją odporność. Nie chcę narażać go na szwank!złapałam kleszcza

Złapałam kleszcza! Źródło

Jak pozbyłam się kleszcza

Zastosowałam więc metodę, o której słyszałam już wcześniej, a która była omawiana i na naszym spacerze. Przede wszystkim - paznokciami usunęłam resztkę intruza ze śladu ukąszenia. To wyglądało jak wyciskanie pryszcza, nic takiego. Następnie rozdrapałam rankę (wiem, wiem, że brzmi to strasznie i drastycznie, ale nie zrobiłam sobie jakiejś wielkiej rany, tylko troszkę ją powiększyłam). Takie działanie powinno zmobilizować mój układ odpornościowy do skierowania w ten rejon wojska, czyli białych krwinek, które zwalczą ewentualne bakterie, jakie mógłby przenosić "mój" kleszcz. Teraz do ranki kilkakrotnie przyłożyłam gałązkę glistnika jaskółcze ziele, która na przecięciu wydziela toksyczne, bakteriobójcze mleczko. Dobrze, że wiosną przesadziliśmy kilka tych roślin do ogrodu! Tym sposobem posmarowałam rankę mleczkiem z jaskółczego ziela. Sam glistnik traktowany jest jak roślina trująca, dlatego wewnętrznie można go stosować tylko pod opieką doświadczonego zielarza. Jednak do zastosowań zewnętrznych, na skórę, jest bezpieczny i bardzo pomocny. Między innymi likwiduje kurzajki i brodawki.

glistnik jaskółcze ziele

Glistnik jaskółcze ziele

Wysokie dawki witaminy C, bo złapałam kleszcza

Po podrażnieniu rany drapaniem i zastosowaniu mleczka z glistnika łydka rwała mnie bardzo, ale to uczucie minęło po kilkunastu minutach. Dodatkowo tego dnia i jeszcze przez kolejne dwa dni zażywałam kwas L-askorbinowy w ilości około 3 gramów w szklance wody z moim sokiem z czarnej porzeczki co godzinę. Taka dawka witaminy C pomoże zdusić w zarodku każdą ewentualną infekcję! Teraz, po tygodniu, moja łydka wygląda dobrze, nie ma rumienia, nie swędzi. Wygląda lepiej, niż przeciętny ślad po ugryzieniu komara, nie ma nawet żadnego bąbla. Samo miejsce ukąszenia kleszcza jest gładkie i prawie czarne, ale to przez glistnik. Mam nadzieję, że kleszcz nie był nosicielem żadnej groźnej choroby. Ale nawet jeśli był - udało mi się zareagować wystarczająco wcześnie i zdusić ewentualną infekcję w zarodku. Trzymaj za mnie kciuki!

witamina C
Kliknij w zdjęcie

Kwas L-askorbinowy, czyli krystaliczną witaminę C możesz kupić w naszym sklepie. Jest dostępna w różnych gramaturach. Ja do zmasowanego ataku po ukąszeniu kleszcza zużyłam prawie 150 g, zażywałam witaminę w dużych dawkach przez kilka dni.

Działania bardzo skuteczne, ale podejmowane na własną odpowiedzialność!

Pamiętaj tylko, że podobne do moich działania podejmujesz na własne ryzyko. Ja mam zaufanie do starych, ludowych metod, bo ludziom jakoś udało się przetrwać tysiąclecia bez ingerencji współczesnej medycyny. Kto jednak nie jest przekonany i boi się boreliozy, niech koniecznie skorzysta z opieki lekarskiej. Tylko pamiętaj proszę o zadbaniu o swoje własne opiekuńcze bakterie i po antybiotykoterapii koniecznie jedz jeszcze więcej probiotyków, niż zwykle, żeby szybko odbudować prawidłowy mikrobiom. A najlepiej - wcale nie łap kleszcza 😉

letni bukiet

https://www.hajduczeknaturalnie.pl/ta-straszna-borelioza/

4 odpowiedzi “Złapałam kleszcza - co robić?”

  1. Dorotko bardzo mi przykro że złapałaś kleszcza, ja w związku z boreliozą którą już przerabiałam, profilaktycznie kupiłam na przecenie kalosze za 12,00 zł. i to zabezpieczyło mnie prze inwazją obcych.
    Polecam tę metodę.
    Ciekawe czy tylko Ty jesteś poszkodowana, czy jeszcze ktoś na tym spacerze też zaprzyjaźnił się z kleszczem.
    Myślę że Twoja profilaktyka antykleszczowa zabezpieczy Ciebie przed boreliozą.

    1. Jolu, dziękuję za troskę, ale ja się kleszczy nie boję. Fakt, nie chorowałam na boreliozę, to jestem odważna 😉 Jednak mam nadzieję, że czarodziejskie sposoby doświadczonych zielarzy zadziałają, nawet jeśli kleszcz był nosicielem czegokolwiek. Sama wiesz, że witamina C pod taką krystaliczną postacią potrafi zwalczyć nawet uporczywe infekcje, więc na jej początku zadziała tym bardziej.
      A w kaloszach chodzić nie lubię, bo puchną mi kostki i mam problem z założeniem i ze zdjęciem takich butków. Nie korzystam z nich nawet w czasie deszczu...

      1. Hej:) kalosze...oczywiście każdy sposób poprawia nasze bezpieczeństwo, tyle, że kleszcz serio może wejść wszędzie. Zbierałam wczoraj pędy sosny i po jakichś dwóch godz. zobaczyłam rumień trochę powyżej nagdarstka. Oczywiście najpierw po powrocie do domu obejrzałam całe ciało, wytrzepałam ubranie, swoje i dzieci i zero kleszcza. No ale tak jak powyżej napisałam po kolejnej godzinie zobaczyłam ten rumień, wycisnęłam z tego płyn, potem znów się coś zebrało i jakby czarny punkcik. Dziś ponownie to wycisnęłam. Nadal jest rumień. Mam na nagdarstku miedziane brasoletki (na bolące stawy:)), barwią mi dziś skórę, czyli ewidentnie coś tam jest, jakiś stan zapalny. O wit c nie pomyślałam ( inaczej - piję codziennie ale w mniejszej ilości), mam w domu kg, po powrocie zdecydownie wypije więcej. Zastanawiam się czy mógł mnie użreć i wypaść czy to coś innego. Pozdrawiam ciepło 🙂

        1. Może to była nimfa? One są niemal niewidoczne, a równie niebezpieczne, bo przenoszą choroby tak samo, jak dorosłe osobniki. Tak naprawdę to na kleszcze nie ma dobrego sposobu, więc trzeba korzystać z każdej ochrony, jaką się zna i jaka jest możliwa do zastosowania. Zdrowia życzę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *