Musiałam, po prostu musiałam zacytować te słowa o seksualności i aborcji, z którymi zgadzam się co do joty, co do litery. Pochodzą stąd, nie zmieniłam niczego. Przepraszam Was za ten "polityczny" wpis. Nie jestem zwolenniczką aborcji, właściwie jestem jej przeciwna. Ale nigdy nie poprę pozbawiania kobiet możliwości decydowania o swoim ciele i o płodzie, który być może noszą w swoim łonie. Ani karania kobiet i lekarzy za podjęcie jakichkolwiek kroków. Uważam, że tę trudną przecież decyzję każda kobieta musi podjąć sama i rozważyć ją w swoim sumieniu. Bo to jej sumienie będzie obciążone ewentualnym poczuciem winy. Wyobrażam sobie, że to musi być najtrudniejsza decyzja w życiu i w dodatku nigdy nie da się o niej zapomnieć. Ale to nadal kobieta, potencjalna matka, powinna podjąć tę najtrudniejszą decyzję. Nie lekarz, nie minister, premier, poseł, ksiądz. Ani jej matka, babka czy ciotka. Ani sędzia czy prokurator. Takie sprawy trzeba załatwić z własnym sumieniem, bo nawet kara więzienia (której jestem z wszystkich sił przeciwna) nie zmniejszy ani nie wyeliminuje ewentualnych wyrzutów sumienia i poczucia winy. Żeby można było dalej żyć, trzeba mieć siłę przebaczyć samej sobie. Albo nie decydować się na aborcję. Nikt i nic nie powinno wpływać na tę decyzję, tylko wgląd w siebie i podjęcie decyzji we własnym sumieniu. Nie napisałabym tego lepiej, dlatego pozwalam sobie zacytować w całości. Poczytajcie!
"Jesteście wkurwione? Ja też!
Dużo słów padło odnośnie obecnej sytuacji politycznej w Polsce. Fanatyzm i chęć kontrolowania innych, próbuje się zamienić w prawo. W prawo, którego jak rozumiem nie będziemy przestrzegać. Dlaczego? Bo jest nieludzkie i jest okrutne i jest przeciwko życiu.
Dlaczego pomysł obecnej ustawy jest zły? Pomijając naruszanie prawa do naszych ciał (nie, nikt nie ma prawa ingerować w nasze ciała, mimo że mogą one nosić inne ciała, tak jak nikt nie ma prawa zmusić Cię byś oddała jedną nerkę sąsiadowi, który bez niej umrze. Nikt nie ma prawa nawet zmusić Cię żebyś oddała swoje narządy po Twojej śmierci, a mogłoby uratować czyjeś życie) chodzi też o badania, które mają sprawić że będziemy rodzić zdrowe dzieci lub zachodzić w ciążę w wybranym przez siebie i odpowiednim do tego momencie naszego życia. Oczywiście państwo nie zamierza ani wprowadzić darmowej antykoncepcji, ani ułatwić do niej dostępu, ani wprowadzić stosownej edukacji seksualnej. O obecnie nam miłościwie panujących powiedziano już wiele. Czy iść na manifę? Zawsze uważałam, że energia wściekłości i frustracji nie pomaga,to zła energia, teraz jednak uważam ją za ostateczność. Dziewczyny, idźcie na te cholerne manifestacje. Nie po to nawet żeby coś zmienić, ale żeby fizycznie zmaterializować swój gniew, bardzo uzasadniony, tak sobie myślę.
Ale kiedy już się wyzłościcie, proszę, nie zmieniajcie się w NICH. Wierzę, że każdy podział na „nas ” i „ich” tylko zaostrza sytuację, radykalizuje prawicę i doprowadza do jeszcze większego obłędu. Ludzie o radykalnych prawicowych poglądach, ludzie konserwatywni to ludzie SŁABI. Ich gniew wynika ze strachu. Boją się pedałów, boją się Syryjczyków, boją się kobiet, boją się natury, boją się nawet rowerzystów i wegetarian. Nieustanne poczucie zagrożenia sprawia, że są w defensywie. Boją się sztuki. Boją się seksu. Boją się inności. Jeśli inność zacznie w ramach swojego oświecenia i tolerancji pluć im w twarz, zradykalizują się jeszcze bardziej i staną się jeszcze gorsi.
Nie mam cudownej rady jak można przywrócić sytuację polityczną do sytuacji pożądanej, nie jestem Batmanem. Mam za to pomysł jak nie eskalować nastrojów, które są chore i nie służą nikomu. Kochać. Szanować. Przykro mi, wiem że wolałabyś prawdopodobnie kopać i pluć. Ja też. Ale jeśli katolicy nie są w stanie nadstawić drugiego policzka, nie są w stanie słuchać własnego papieża, my musimy być mądrzejsze. I nie chodzi mi o gniew w środku, który aż bulgocze i kipi, żeby go nakryć sztucznym uśmiechem. Nie, nie, nie. Mam dla Ciebie wiadomość:
Twoja seksualność i Twoje ciało jest święte. I nie ma na tym świecie, żadnego boga, żadnej siły, która jest przeciw kochaniu, przeciw orgazmom, przeciw wolności, przeciw miłości i przeciw zdrowiu. Przeciw szacunkowi. Witalność, seks, samostanowienie o sobie, radość, to oznaki zdrowia, nie choroby. Nieważne co próbują zrobić z tym politycy i religie, to TY masz mieć przekonanie, że masz prawo do swojego ciała, życia i swoich decyzji. Ty masz być dobra dla siebie i masz czuć, że w razie W nic Cię nie powstrzyma przed podejmowaniem dla siebie dobrych decyzji.
Czuła Buntowniczko, namawiam Cię do całkiem innego rodzaju rewolucji. Do rewolucji, w której kochasz siebie i swoich bliskich. W której tłumaczysz mężczyznom w swoim życiu dlaczego to wszystko jest takie ważne, i w której nie podkładasz świń innym kobietom, ale wspierasz je i stoisz z nimi w jednym froncie. Do rewolucji, gdzie nie ma wroga, którego trzeba zniszczyć, jest tylko ktoś biedniejszy, chwilowo zaślepiony, kogo trzeba kochać. Tak, wierzę szczerze, że trzeba kochać, że kiedy nie wiadomo co robić, trzeba kochać. Tak, nawet Krystynę Pawłowicz. Dbaj o siebie, kochaj swoje ciało, pielęgnuj zdrowie. Uśmiechaj się dużo i szczerze i stale poszerzaj swoją wolność, jak tylko się da. Jest nas dużo, bardzo dużo kobiet. Matek, sióstr, babć, córek, przyjaciółek. Nikt nie powstrzyma fali silnych, witalnych kobiet, które czują się wewnętrznie wolne. Nikt. A w międzyczasie? Jeśli możesz robić politykę, rób politykę. Jeśli jesteś aktywistą, rób akcje. Jeśli jesteś lekarką, lecz. Jeśli jesteś artystką, wyrażaj się twórczo. Nikt nie mówi, że nie mamy działać. Ale najpierw miłość, ta cholerna, trudna miłość.
Co możecie zrobić Wy? Same mi powiedzcie. Co mogę zrobić ja? Na miarę moich możliwości integrować silne kobiety, które chcą być razem. Pisać o seksualności, o antykoncepcji o ciele i o kochaniu siebie. Pisać o wolności. Żyć według własnych wartości i zasad.
Takich kobiet potrzebujemy. Silnych, pięknych, dzikich. Dla nas samych.
Ściskam w tych trudnych chwilach
Blum
P.S Nie wiem gdzie to wyczytałam, ale to pewnie jakieś sufickie hokus – pokus. Na pytanie „jak należy traktować innych” mistrz odpowiada „jakich innych?”. Pamiętajcie, że wbrew pozorom wszyscy jesteśmy jednym."

Aborcja aborcją też uważam ze kobieta sama powinna decydować ,czasem jest sytuacja zagrożenia smiecią matko albo dziecka albo 99%ze dziecko przeżyje kilka chwil w cierpieniu ale o czym mało się mówi w ustawie jest też nowa o zabronieniu tabletek antykoncepcyjnych
No sama zobacz, co ci politycy z nami robią. Kto dał im takie prawo? To skandal!
Zastanów się, nie można być jednocześnie przeciwnikiem i zwolennikiem zabijania nienarodzonych dzieci, to intelektualna schizofrenia.
Nie, to nie jest schizofrenia. Jestem przeciwna aborcji w sensie takim, w jakim jestem przeciwna zabijaniu w ogóle. Ale to nie upoważnia mnie ani nikogo innego do zarządzania sumieniami innych ludzi. Każdy odpowiada sam za siebie, za swoje decyzje, nikt tego ciężaru z innych nie zdejmie. Nie wolno nam podejmować decyzji za innych ludzi, więc nie powinno się aborcji zakazywać ani nakazywać, niezależnie od okoliczności. Został przed laty zawarty kompromis i niech tak zostanie.
Troska o te nienarodzone dzieci, konczy się po urodzeniu ich. To jest schizofrenia. Zostawić kobietę z niepełnosprawnym, upośledzonym dzieckiem, nie oferując jej nic poza glodowym zasiłkiem, który nie wystarczy na godne życie, to jest dopiero człowieczeństwo.
Zresztą w tej chwili nie chodzi już tylko o sam akt aborcji ale o zdrowie i życie kobiet. Projekt ustawy zakłada przesłuchania,dochodzenia,kary za nieumyślne spowodowanie poronienia. A co to jest? Czy jak pojadę na wycieczkę busem to znaczy że jestem winna? Albo popracuję dłużej a potem trafi się poronienie? A badania prenatalne? Zwiększają ryzyko o kilka procent. Wiec co? Nie leczyć tych chorob które mogą być leczone w łonie matki i narażać ją i dziecko bo lekarz będzie się bał? Właśnie,lekarz się będzie bał wyroku albowiem nie tylko kobieta będzie osądzana. Więc co z ratowaniem matki? Co z porodem innym niż naturalny? Co z ciążami pozamacicznymi? Śmierć? A gwałty? Po gwałcie możesz zajść w ciąże i zmuszą cię do porodu. To może na wszelki wypadek nie zgłaszać bo a nuż...piekło kobiet.
No właśnie, ile problemów rodzi się, gdy ktoś zechce naruszyć kruchy kompromis. A czy komukolwiek wolno decydować o naszym życiu w tak szerokim zakresie?
Bardzo bym chciała, żeby głos sumienia wystarczał... Niestety, jak dobrze wiesz, prawo istnieje właśnie dlatego, że ten głos nie wystarcza. Porozmawiajmy zatem o ukrywającym się za naszymi dyskusjami principium. W moim głębokim przekonaniu prawo moralne jest METAPRAWEM, tzn. istniejącym niezależnie od naszej woli i świadomości, prawem obiektywnym, dającym się jedynie odkrywać, ale w żadnym wypadku nie będącym przedmiotem ludzkiego samostanowienia, dekretu, decyzji, opinii i innych form wyrażania ludzkiej woli, charakterystycznych dla naszej egzystencji. Ludzie wierzący nazwą prawo do życia- objawionym darem Bożym, niewierzący- odkryta struktura życia. Tak czy inaczej- chodzi o istnienie obiektywnego układu odniesienia dla naszych praw i dla naszych sumień. Jeśli się w tym zgadzamy, zgadzamy się co do istoty, jeśli nie- to właśnie jest różnicą miedzy nami. Pozdrawiam serdecznie.
Nie pasuje mi ten temat na blogu "proste sposoby na zdrowe zycie". Czyli prosta, zdrowa, naturalna aborcja 🙂
Nie Halu, tylko szacunek dla innych ludzi i ich wyborów. Bo tak naprawdę - nie jestem za aborcją, tylko przeciw jej penalizacji.
A poza tym - w cytowanym artykule Blum pisze: "Twoja seksualność i Twoje ciało jest święte. I nie ma na tym świecie, żadnego boga, żadnej siły, która jest przeciw kochaniu, przeciw orgazmom, przeciw wolności, przeciw miłości i przeciw zdrowiu. Przeciw szacunkowi. Witalność, seks, samostanowienie o sobie, radość, to oznaki zdrowia, nie choroby." Czy to nie jest sposób na zdrowe życie?
A Ty dostrzegłaś tylko aborcję... 🙁
I rodzace sie nowe zycie w ciele kobiety , to objaw zdrowia a nie choroby i powod do radosci i dzielenia milosci a nie smierci. Takie jest moje zdanie.
Sciskam Cie goraco .
I ja ściskam Ciebie! Wiesz przecież, że jestem przeciwna zabijaniu, znasz mnie nie od dziś. Ale co z ciążą pozamaciczną - na przykład? To też objaw zdrowia i powód do radości?
Ciaza pozamaciczna to ok 1-3 procent ciaz i nie jest latwa do donoszenia, chociaz medycyna poszla tak daleko, ze mozna "podchowac" dziecko do 28 tygodnia i wydobyc je z ciala matki i cieszyc sie dzieckiem. Ale nie jest to latwe, kobieta moze odczuwac cierpienie . Nie oczekujmy heroizmu od kobiet, ale spojzmy na to z drugiej strony jesli to jedyna szansa na dziecko....
Ale dyskutujemy o czy innym , skoro moja seksualnosc i cialo sa swiete to nie dajmy sie manipulowac i uwierzyc , ze jedymym wyjsciem z "niezaplanowanej" ciazy jest aborcja.
Tak nie pomysli nigdy dojrzala emocjonalnie kobieta, pewna siebie w tym pozytywnym znaczeniu i znajaca swoja wartosc. Z moich obserwacji na aborcje decyduja sie nastolatki, kobiety w depresji. Smutne niestety.
Halu kochana, ale przecież nikt normalny nie traktuje aborcji jako wyjścia z niechcianej ciąży. Chyba nie posądzasz mnie o taki sposób myślenia!
W Polsce dopuszcza się legalną aborcję w trzech tylko przypadkach, a do nich nie należy samo "nie chcę". Choć oczywiście zdeterminowana kobieta obejdzie prawo i jeśli bardzo będzie chciała, to usunie ciążę. Mówimy o ciążach pochodzących z gwałtu, o takich, które zagrażają zdrowiu i życiu kobiety oraz o takich, gdzie stwierdzono nieodwracalne uszkodzenie płodu. A przecież w żadnym z tych przypadków nie ma obowiązku aborcji, wspomina się tylko o możliwości. I dlatego uważam, że trzeba ciężarnej kobiecie pozostawić wolność wyboru w takich przypadkach, bo to ona będzie ponosić wszelkie ciężary związane zarówno z przerwaniem ciąży, jak i z jej utrzymaniem. I nikomu nie wolno jej osądzać!
Mówimy tu o obywatelskim projekcie ustawy, która bardzo drastycznie ogranicza prawo do aborcji, a przy okazji przemyca ograniczenie antykoncepcji, badań prenatalnych itd. Nawet nieumyślne doprowadzenie do poronienia (na przykład przez jazdę na traktorze) traktowane jest jak nieumyślne spowodowanie śmierci - prokurator, badania, przesłuchania, sąd. Czy tak to powinno wyglądać? To o takiej wolności tu mówimy i protestujemy przeciw jej ograniczaniu.
"Ciaza pozamaciczna to ok 1-3 procent ciaz i nie jest latwa do donoszenia, chociaz medycyna poszla tak daleko, ze mozna „podchowac” dziecko do 28 tygodnia i wydobyc je z ciala matki i cieszyc sie dzieckiem. "
Co też Pani za bzdury wypisuje! Jakie donoszenie ciąży pozamacicznej??
Ciąża pozamaciczna jest zawsze zagrożeniem życia kobiety! Nie można jej donosić z tego powodu, że zarodek rozwija się poza macicą, np. w jajowodzie, jajniku czy w jamie otrzewnowej. I prowadzi do wewnętrznego krowotoku.
Z całym szacunkiem, ale jak jajowód, który ma średnicę 4 mm! może utrzymać dziecko do 28 tygodnia? w 6-7 tygodniu kobieta może się wykrwawić na śmierć.
Jestem zszokowana poziomem Pani wiedzy. Lepiej niech Pani się dokształci zanim zabierze głos.
Pani Jagno dziekuje za komentarz, Doksztalcam sie cale moje dorosle zycie wlasnie w stosownej dziedzinie. I zycze panie tego samego. Milego dnia
Zycze Pani.
Hajduczku, brawo za ten wpis. A komentarzami tzw. pro-lifowców (tak naprawdę to są ludzie anty-life) proponuję się nie przejmować, zwłaszcza tak "merytorycznymi" jak Hali. 😉
Tofalario, nie przejmuję się. Ale dziękuję Ci za poparcie i dobre słowo 🙂
A Hala to akurat moja dobra znajoma z dawnych jeszcze czasów i obie (ona i ja) dobrze wiemy, co o sobie nawzajem myśleć.
Rozumiem 😉 Byłam dziś na Pl. Zamkowym w Warszawie, wspaniała energia kobiet na przekór deszczu. Zmarzłam, przemokłam doszczętnie, ale cieszę się, że byłam.
Gratuluję i zazdroszczę obecności, ja niestety mogłam uczestniczyć tylko wirtualnie...
@ Hajduczek
Dzisiaj po moich codziennych poszukiwaniach kulinarnych i nie tylko, dotarłem na twój blog. Jest super i na pewno przez następne miesiące będę żywo korzystać z twoich i koleżanek porad.
W tym momencie dotarłem do tego tematu dotyczącego problemu aborcji i......jestem pełen uznania. Pomimo że jestem facetem, co w obiegowej opinii często sprowadza się do roli samca rozpłodowego i nieczułego maczo na tak "błahe" problemy jak aborcja, całkowicie się zgadzam z twoim poglądem. Dzisiaj w pracy miałem taki nie miły incydent z jednym z kolegów, który był zbulwersowany kartką którą zastał w witrynie sklepowej "zamknięte - jestem na czarnym proteście" skomentował to w formie " co mnie to interesuje, ja miałem sprawę do załatwienia". Taka znieczulica wzbudza naprawdę we mnie agresję. Ja sam jestem ojcem 2 dzieci i gdyby nie problemy byłbym ojcem 4 dzieci, niestety żona poroniła dwukrotnie. Mając w perspektywie obecne plany rządu na wprowadzenie przepisów dotyczących aborcji, włos mi się na głowie jeży. Po pierwsze mieszkamy w małym 46 metrowym mieszkanku w bloku - 2 pokoje. Jeden z pokoików jest pokojem naszych dzieci a drugi jest nazwijmy to pokojem dziennym. Kochamy się z żoną i w miarę możliwości staramy się dawać temu upust uprawiając sex gdy tylko jesteśmy sami :). Mamy świadomość, że w naszych obecnych warunkach mieszkaniowych kolejne dziecko nie tyle będzie problemem w sensu jego istnienia, co spowoduje spadek poziomu życia dla naszej obecnej dwójki dzieci. Dlatego świadomie korzystamy z antykoncepcji, również dlatego że oboje zbliżamy się do 40 roku życia i w tym wieku z kolejną ciążą może być różnie. Jest to odpowiedzialność przede wszystkim wobec naszych dzieci, które to w przypadku utraty matki miałyby dużo cięższe życie i nie zaznały by pełni rodziny w wychowaniu.
Natomiast zebrana grupka ludzi umocowanych prawnie, próbuje mi wmówić że nie ważne jak wychowam dzieci i czyje one będą (w przypadku gwałtu) ważne aby moja żona je urodziła ( nawet zdeformowane i cierpiące), przy czym Państwo nie zamierza mi pomagać w jego wychowaniu, aaaaa no bym zapomniał dostanę przecież 500zł co miesiąc, pod warunkiem oczywiście że to jest drugie dziecko lub jeśli mam niskie dochody. A jeśli moja żona zaszła w ciążę w wyniku gwałtu to oni jak (jeśli) złapią sprawcę to dadzą mu 3 lata w zawiasach i każą rodzić. A on jak wyjdzie jeszcze może "walczyć o możliwość widzenia z dzieckiem". Czy moja żona albo ja obdarzymy to dziecko taką samą miłością jak nasze dotychczasowe dzieci ?? NIE! I to nie dla tego że mamy coś do tego dziecka ale dlatego, że patrząc na nie będzie nam się do końca życia kojarzyć z aktem gwałtu.
To nie tędy droga, po pierwsze edukacja młodych ludzi aby nie było niechcianych ciąży, po drugie świadomość nieuchronności SUROWEJ kary za przestępstwo takie jak gwałt, po trzecie komfort i bezpieczeństwo matki która świadomie chce urodzić zdrowe dziecko i robi w tym kierunku wszystko co tylko możliwe, włącznie z badaniami prenatalnymi.
Rozpisałem się trochę ale musiałem dać upust swoim emocjom.
Pozdrawiam
Rafał
Rafał, dziękuję Ci za te piękne słowa.
> Co buddyzm mówi w kwestii aborcji?
Mysle ze jesli chodzi o aborcje to sa 2 kwestie: 1 to prawna dopuszczalnosc
aborcji a 2 to "moralna kwalifikacja czynu" hehe
o 1 nic nie wiem, choc podejrzewam, ze buddyzm raczej stara sie nie mieszac sie
w polityke. Zreszta w Polsce i tak nie mialby wiele do powiedzenia.
jesli chodzi o 2, to buddysci uwazaja, ze umysl laczy sie z cialem z chwila
zaplodnienia, tak wiec aborcja powoduje wiele cierpienia dla plodu, powoduje ze
musi on kolejny raz przejsc przez bardo umierania, co jest bardzo traumatyczne.
Karmiczne konsekwencje dla kobiety, ktora decyduje sie na aborcje sa fatalne.
Lama Ole mowi, ze kobiety ktore zdecydowaly sie na aborcje powinny po 18 latach
bardzo uwazac na przejsciach dla pieszych - bo wtedy wlasnie kolejne inkarnacje
ich dzieci dostana prawo jazdy wink
W dodatku nie ma powodu dla ktorego mielibysmy usuwac zdrowe dzieci. Jesli ich
nie chcemy, to lepiej je oddac do adopcji w rece jakiejs zachodniej rodziny.
Natomiast jesli chodzi o uposledzone dzieci to prawdopodobnie cierpienie, ktore
czeka je w tym zyciu, bedzie na nie czekalo takze w kolejnej inkarnacji - wiec
chyba w takim przypadku takze lepiej zdecydowac sie na porod.
To jest cytat.
I ten cytat bardzo mi się podoba. Ale w naszym zlaicyzowanym, wygodnym świecie zachodnim nie mam miejsca na rozważania o inkarnacjach, karmie, przeznaczeniu, kole życia i śmierci. Ja jednak jakoś tak podskórnie zgadzam się z buddystami...
Tylko czy taki sposób myślenia wolno nam narzucać innym ludziom? Jeśli w to nie wierzą, to jak ich przekonać o prawdziwości słów Lamy?
Dziękuję Ci za ten komentarz!