Imbirówka stryja Dionizego
Przed laty w numerze specjalnym magazynu "Kuchnia" znalazłam przepis pod tytułem "Imbirówka stryja Dionizego". Tę broszurkę poświęcono owocowym i warzywnym zapasom na zimę. Nosi ona tytuł "Dziadkowe nalewki, babcine przetwory". Do dziś przygotowuję wiele przetworów według znalezionych tam receptur - są tak pyszne, że lepszych nie trzeba! Mam nadzieję, że niebawem uda mi się zamieścić jeszcze przepisy na nalewkę farmaceutów, nalewkę lipową, piołunówkę, porterówkę świąteczną, nalewkę gorzką ziołową i może żenichę kresową. Albo przynajmniej na niektóre z nich. Wszystkie wypróbowałam wielokrotnie, wszystkie testowałam na gościach. Niektóre (jak piołunówka) są gorzkie i nie każdemu smakują, ale najważniejszy jest przecież efekt zdrowotny - piołunówka cudownie wspomaga trawienie, jest pomocna nawet w całkiem trudnych przypadkach niestrawności. Dziś jednak postanowiłam skupić się na imbirówce.
Clafoutis z czereśniami, ale bez glutenu
Co roku o tej porze robię tradycyjny francuski deser, clafoutis z czereśniami. Są czereśnie - musi być i clafoutis. Zapiekankę można zrobić też z wiśniami, a nawet z innymi owocami, ale czereśnie to klasyka. Clafoutis to pieczony deser pochodzący z regionu Limousin w środkowej Francji. Tradycyjnie przygotowuje się go z ciemnych czereśni, które zalewa się naleśnikowym ciastem i piecze, aż ciasto się ładnie przyrumieni, następnie posypuje cukrem pudrem i podaje jeszcze ciepły. Jednak można spotkać wiele wersji tego ciasta - z wiśniami, śliwkami, porzeczkami, jeżynami czy żurawiną. Choć puryści stwierdzą, że gdy do ciasta dodamy inne niż czereśnie owoce, to prawidłowo wypiek nazywa się flaugnarde. (źródło).
Libański pikantny gulasz z ciecierzycy
Podczas przeglądania książki nieodżałowanej Hanny Szymanderskiej "Kuchnia postna" natknęłam się na bardzo ciekawy przepis - "Libański pikantny gulasz z ciecierzycy". Jakoś dotychczas kuchnia postna nie kojarzyła mi się z tak egzotycznymi potrawami, choć teraz dziwię się sobie - dlaczego. Przecież w kuchniach innych kultur też podejmowane są posty, pani Hanna tylko dopasowała je do naszych potrzeb - spośród egzotycznych propozycji wybrała dania bezmięsne. Lubię kuchnię arabską, postanowiłam więc spróbować, czy gulasz z ciecierzycy również będzie nam smakował.
Czereśnie jak klejnoty
Niedawno narzekałam, że szpaki zjadły wszystkie czereśnie z naszego drzewa, że nie spróbowałam ani jednej. To były czereśnie wczesne, na późne odmiany ptaszki wybrały się w inne rejony. Na szczęście! Dzięki temu J. zerwał całkiem sporo tych skarbów. Bo czy nie wyglądają one jak najcenniejsze klejnoty?
Najlepsze ogórki małosolne
Ogórki gruntowe staniały, a ostatnio udało mi się kupić takie z pewnego źródła, zrobiłam więc ogórki małosolne. Co to właściwie znaczy, że ogórki pochodzą z pewnego źródła? Najlepsze są oczywiście ogóreczki z własnego ogrodu. Wtedy wiemy, jaką odmianę uprawiamy, czy nadaje się ona do kiszenia, czy może bardziej na sałatki. Wiemy, czym i kiedy nawoziliśmy ziemię pod uprawę, sami decydujemy też o tym , czy naprawdę konieczne są jakieś opryski. Zazwyczaj staramy się ich unikać, ale bywają takie lata i takie sytuacje, gdy oprysk staje się niezbędny. Wtedy sami i świadomie podejmujemy decyzję, czym opryskać rośliny. Czy wystarczą samodzielnie przygotowane wyciągi roślinne, czy też trzeba zastosować jakieś zakupione środki.
Sałatka z bobu - kuchnia arabska
Jest czerwiec, w mojej kuchni musi więc powstać sałatka z bobu. Uwielbiamy bób, kupuję go, gdy tylko pojawi się gdzieś w rozsądnej cenie. Pierwszą porcję po prostu gotuję w wodzie z solą i gałązkami kopru. Podaję zwykle na kolację - na ciepło z łyżką surowego masła, które cudownie rozpływa się na gorących ziarenkach. To jest bób "podstawowy", który nie wymaga wielu składników i przyrządza się go szybko. Jest kwintesencją bobowego smaku, daniem prostym, swojskim, bezproblemowym. Smakuje każdemu, bo potęga tego dania tkwi w prostocie.
Akcja - ratujmy wróbelki
Wczorajszego popołudnia mieliśmy w domu akcję "ratujmy wróbelki". Pamiętacie kampanię społeczną "Ratujmy Maluchy"? Chodziło o to, żeby sześcioletnie dzieci uchronić przed strasznym złem, jakim jest pójście do szkoły. Prawdę mówiąc - nie popierałam tej akcji, bo nie uważam, żeby w szkole działa się większa krzywda dziecku sześcioletniemu niż siedmioletniemu. O ile w ogóle jakaś krzywda się dzieje. W wielu krajach dzieci zaczynają szkolną edukację wcześniej nawet, niż w wieku 6 lat i jakoś tamte społeczeństwa nie protestują. Czy tym maluchom dzieje się krzywda? Nie sądzę. Dzieci lubią uczyć się nowych rzeczy, trzeba tylko zadbać o odpowiednie warunki do tej nauki.
Labneh - arabski ser z jogurtu
Skoro zrobiłam pyszny jogurt, to musiał powstać i labneh. Robiłam go i jadłam wielokrotnie. Chętnie do niego wracam, bo jest smaczny i bardzo łatwy do zrobienia. Labneh to po prostu gęsty jogurt pozostały po odsączeniu serwatki. Zależnie od czasu odsączania uzyskujemy różną konsystencję. Może być podobny do serka kanapkowego i przez to doskonały do smarowania chleba albo jako baza do sosów. Dłużej odsączany staje się gęsty, sztywny, umożliwiający formowanie dowolnych kształtów.
Nalewka bzowa - krok drugi
Nasza przygotowana przed kilku dniami nalewka bzowa wymaga podjęcia dalszych działań. Wspominałam ostatnio, że do dokończenia nalewki potrzebne będą dodatkowe produkty. Mam nadzieję, że wszyscy zaopatrzyli się w:
- 3 limonki (myślę, że można je zastąpić niewielkimi cytrynami) - użyłam tylko 2 owoców
- 1 litr spirytusu 96% (jeśli lubisz słabsze nalewki, możesz użyć spirytusu zmieszanego pół na pół z wódką)
- 1 łyżeczkę korzenia arcydzięgla zebranego samodzielnie lub kupionego w aptece czy sklepie zielarskim
Jeśli jeszcze nie wszystko masz - musisz udać się biegiem do sklepu, bo minęło już 11 dni i lada moment nastaw zacznie fermentować. Gdy do tego dojdzie, to już jest naprawdę ostatni dzwonek naglący do działania!
Sos tahini na Festiwal Kuchni Arabskiej
Festiwal Kuchni Arabskiej Panny Malwinny zmienia sposób myślenia, bo na pokazanie festiwalowych arabskich potraw mamy czas tylko do końca czerwca - tym razem przygotowałam sos tahini. Przepis na ten pyszny sos znam już od dawna, bo też od dawna odwiedzam czasem sklep arabski i prowadzony przez nich blog. No i właśnie na tym blogu znalazłam recepturę na ten najpopularniejszy w arabskiej kuchni sos, tylko jakoś dotąd nie składało się i jeszcze nie miałam okazji go spróbować. Ale z powodu udziału w festiwalu nastąpiła kuchenna mobilizacja i stało się! Mam, zrobiłam sos tahini! Sprawę ułatwił fakt, że dopiero co przygotowałam sporą ilość pysznego domowego jogurtu. Nie był aż tak gęsty, jak ten grecki ze sklepu (o matko, jakie oni zagęstniki stosują, jakie technologie???). Ale za to znacznie smaczniejszy, przez co i sos tahini udał się wspaniale!









