Tofu jak ryba po grecku
Od ponad ćwierci wieku na święta przygotowuję tofu jak ryba po grecku. Wcześniej była to po prostu ryba po grecku, najczęściej filety z dorsza lub morszczuka, a odkąd przestaliśmy jeść mięso i ryby - przerzuciłam się na tofu. Długo szukałam właściwego smaku, ale trzeba pamiętać, że największy wpływ na smak potrawy ma dobry sos warzywny. A pod sosem można umieścić różności, czyli usmażoną rybę, dobrze doprawione tofu, tzw. "selerybę"* albo nawet ugotowane i odpowiednio przyprawione kotlety sojowe zwane przez nas tekturkami.
Wigilijna kapusta z miodem i białym winem
W ubiegłym roku postanowiłam wypróbować świąteczny przepis podany przez znajomą, a jest to wigilijna kapusta z miodem i białym winem. I oczywiście z grzybami, bo bez nich wigilijny i bożonarodzeniowy stół nie może się obejść. Autorka wykorzystała suszone prawdziwki, dzięki czemu jej wigilijna kapusta jest bardzo jasna i delikatna w smaku. Ja prawdziwków nie miałam aż tak wiele, bo w naszych lasach borowik szlachetny jest prawdziwym rarytasem, na który trafia się rzadko. Dodałam więc również suszone kapelusze aromatycznych podgrzybków. Dzięki temu kapusta jest chyba nieco bardziej "charakterna", ale ja uważam to za wielką zaletę. Receptura podobno pochodzi z Lubelszczyzny, a że opisana dziś wigilijna kapusta okazała się być smacznym daniem, odmiennym od moich domowych przepisów, to się dzielę. Niech dobry przepis leci w świat! Może i Tobie przypadnie do gustu?
Pierniczki z Bazylei
Jednym z moich ulubionych wypieków świątecznych są pierniczki z Bazylei. Szwajcarskie ciasteczka świąteczne, smaczne i aromatyczne, a równocześnie bardzo łatwe do przygotowania. Lubią je nasze mamy i babcie, bo są dość miękkie i nie sprawiają trudności podczas gryzienia. Ach, te protezy... Dla mnie atutem tych pierniczków jest fakt, że nie trzeba ich wałkować. Bo przecież wszyscy tu już wiedzą, że nie cierpię prasowania i wałkowania, staram się więc unikać tych czynności jak tylko się da.
Marynowany czosnek z Korei
Niedawno przygotowałam marynowany czosnek, a przepis na niego ponoć pochodzi prosto z Korei. Przymierzałam się do tej marynaty chyba ze 3 lata, ale wciąż coś stawało na przeszkodzie. A to brak czasu, a to za mało czosnku, a to nie miałam jasnego sosu sojowego. Aż wreszcie w tym roku kupiłam 5 kilogramów niewymiarowego czosnku i przystąpiłam do działania. Niewymiarowy czosnek nie jest drogi, więc bardzo dobrze nadaje się do wszelkich eksperymentów. To jest pełnowartościowy czosnek, tylko nie w główkach, a pokruszony. W całej partii są tylko połówki, ćwiartki i pojedyncze ząbki. Niektóre są bardzo duże, inne bardzo małe, a niektóre mają rozmiar "normalnego" ząbka czosnku. I tu pojawia się mała uwaga - cóż to jest "normalny" ząbek czosnku? Czosnek to roślina, żywa istota, która rodzi mniejsze i większe cząstki zwane ząbkami. I wszystkie one są normalne - i te malutkie, i te bardzo duże. A marynowany czosnek na razie wygląda tak:
Jarzynka solona na zimę
W tym roku jakoś wyjątkowo chodziła za mną jarzynka solona na zimę. Robiłam ją wraz z Mamą w bardzo dawnych czasach, a później odeszła w zapomnienie. Zastąpiły ją inne wspaniałe domowe produkty, które ułatwiają codzienne gotowanie. Linki do przepisów na te ułatwiacze znajdziesz na końcu wpisu. A ja tylko wspomnę, że solona włoszczyzna tak bardzo nie dawała mi spokoju, że wreszcie postanowiłam ją przygotować. I podzielić się moją sprawdzoną recepturą z wszystkimi Czytelnikami.
Ocet gruszkowy
Jesienny ocet gruszkowy można nastawić z całych owoców albo z obierek. A ponieważ robiłam w tym roku sporo przetworów z gruszek, to miałam też dużo obierek i gniazd nasiennych. Mogłabym wyrzucić je na kompost i to by nie było marnotrawstwo, ale zachciało mi się nastawić ocet gruszkowy właśnie z obierek. Już go robiłam w poprzednich latach, ale nie pisałam o nim wcześniej. A jest bardzo przyjemnym octem. Nieco podobny do jabłkowego, mnie wydaje się nieco delikatniejszy. Nie wiem, z czego to wynika i może to jest tylko moje złudzenie, ale nawet jeśli - to i tak zawsze warto nastawić nowy ocet.
Makaron z jabłkami
Ostatnio w ramach pocieszania samej siebie przygotowałam makaron z jabłkami. Dlaczego chciałam się pocieszyć? No cóż, wystarczy spojrzeć za okno. Szaro, buro i ponuro, chmury wiszą nisko, dzień jest krótki i zupełnie nie ma słońca. W dodatku ostatecznie i nieodwołalnie likwiduję moją dawną działalność, czyli księgarnię szkolną, o czym więcej pisałam na Facebooku (tutaj). I z tych powodów dopadł mnie jesienno-zimowy smuteczek, więc zachciało mi się jednej z ulubionych potraw z mojego rodzinnego domu. Wiem, że nudzę, bo znów wspominam gotowanie mojej mamy, ale cóż mogę na to poradzić, że takie niewspółczesne i niemodne dania bardzo lubię? Jeszcze kilka lat temu wpadłabym na pocieszający obiad do mamy, ale teraz już sama muszę sobie przygotować makaron z jabłkami.
Moskole
Moskole są jednym z najmilszych kulinarnych wspomnień kilku naszych pobytów w Zakopanem. Nie raz i nie dwa ratowały nasze wegetariańskie brzuchy w krainie wszechobecnego mięsa, gdzie królują rozmaite "koryta" wypełnione boczkiem, żeberkami i karkówką. Albo mięsnymi przysmakami z grilla. Wszystko to piękne, pachnące i smaczne, ale co ma w tym światku mięsem i tłuszczem płynącym jeść skromny i cichy wegetarianin? Zazwyczaj może zamówić niektóre pierogi, pomidora z bundzem, oscypki z grilla lub patelni albo moskole, najczęściej z masłem czosnkowym. Próbowaliśmy tego wszystkiego, ale najmilej wspominamy moskole. A że w naszej okolicy ostatnio spadł śnieg, a my już dawno nie byliśmy na Podhalu (bo od nas to jest pioruńsko daleko), to nostalgicznie przygotowałam sobie te placki w domu. I przeniosłam się na chwilę do zupełnie innej rzeczywistości, wypełnionej górskimi wycieczkami, spacerami po dolinach tatrzańskich i muzyką Karpat.
Konfitura z jarzębiny i jabłek
Na początku listopada wybraliśmy się do lasu po dzikie owoce, w wyniku czego powstała konfitura z jarzębiny i jabłek. Cudowna, aromatyczna, słodko-gorzka konfitura jarzębinowa. Procedura jej przygotowania jest nieco bardziej skomplikowana, niż proste "owoce z krzaka na stół", ale warto się postarać. Bo jarzębina to wielki skarb dla zdrowia! Mamy własne jabłka, dojrzałe owoce jarzębiny też są łatwo dostępne za darmo, okazało się więc, że największego wkładu finansowego wymagał cukier, bardzo drogi w obecnym czasie. Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni, bo w ościennych krajach polski cukier jest dużo tańszy, a to oznacza, że ceny w naszych sklepach zostały sztucznie wywindowane. Swoją drogą - ciekawe dlaczego i kto na tym korzysta? Może kiedyś się tego dowiemy...
Jabłecznik tradycyjny
To jest wspaniałe ciasto na jesienny czas, taki właśnie jabłecznik tradycyjny piekła w dawnych czasach moja ciocia. Zawsze bardzo mi smakował, więc postanowiłam go sobie przypomnieć i odkopałam przepis w starym zeszycie. Oczywiście figuruje tam pod tytułem "Jabłecznik cioci Przemki", bo przecież nie może być inaczej 🙂 Moja Mama piekła jabłecznik na cieście półkruchym (link do receptury znajdziesz pod koniec wpisu). A tymczasem jabłecznik cioci to dwie warstwy biszkoptu z dodatkiem oleju, przełożone musem jabłkowym. Na wierzchu musi być warstwa słodkiego lukru, bo bez lukru to już nie jest to samo ciasto. Dla przeciwwagi wcale nie dodaję cukru do jabłek, którymi przekładam placek, ale tutaj każdy może to zrobić po swojemu. Wiele osób woli, gdy warstwa jabłkowa też jest słodka. My jednak lubimy kontrast.









