Chruściki – najmilsze wspomnienie dzieciństwa

Chruściki, zwane także faworkami, gościły na stole w domu mojego dzieciństwa po kilka razy w czasie każdego karnawału. Mama nie smażyła pączków ani racuszków, a faworkowy przepis wzięła po prostu z gazety. Wydał jej się na tyle łatwy, że jako młoda żona i matka raczyła rodzinę delikatnymi, łamliwymi, kruchymi jak chrust słodkimi specjałami. I to jest właśnie karnawałowy smak mojego dzieciństwa. Smak, za którym tęsknię i który staram się odtwarzać co roku na Tłusty Czwartek. Smak doskonały tylko dla mnie (i dla siostry, której zawsze chwalę się przez telefon, co właśnie wysmażyłam), bo J. zdecydowanie woli pączki. Albo chociaż racuszki – najważniejsze, by było to smażone ciasto drożdżowe! Bo mąż w zakamarkach swojej pamięci przechowuje pączki, które smażyła jego ukochana babcia. Takimi to meandrami kluczy uwielbienie dla zapamiętanych z dzieciństwa smaków…chruściki

Nasze ukochane chruściki

Gdy dzieci trochę podrosły, mama zaczęła angażować w przygotowywanie chruścików całą rodzinę. To dopiero było święto! Na co dzień nie mieliśmy zbyt wiele czasu na to, aby przebywać razem. Praca rodziców, rozliczne nasze zajęcia szkolne i pozaszkolne… Zwłaszcza tato był często nieobecny. Gdy więc udało się wszystkich zebrać przy jednej wspólnej czynności – było wspaniale. Taka rodzinna integracja. A że wszyscy domownicy zawsze uwielbiali mamine chruściki, chętnie gromadzili się w kuchni. Nikogo nie trzeba było zaganiać do roboty, same o nią prosiłyśmy (no dobrze, czasem trzeba było jednak ubłagać tatę). chruścikiMama oczywiście wykonywała najwięcej pracy, ale dla każdego znalazło się zajęcie. Po zagnieceniu ciasta wszyscy kolejno rzucaliśmy nim o stolnicę, potem mama wałkowała i wycinała odpowiednie kształty. Ja przewijałam ciastka, ojciec smażył, a siostra obtaczała je w cukrze pudrze – grubo! I układała na wielkich talerzach. Nie wolno było podjadać, dopóki cała praca nie została zakończona. Dopiero wówczas uroczyście zaparzano kawę i herbatę i zaczynała się uczta.chruściki

Moje chruściki dzisiaj

Jako dziecko byłam w stanie zjeść nieskończoną ilość faworków. Trzeba było chować przede mną talerz, żeby zostało coś na następny dzień 🙂 Teraz jestem o wiele rozsądniejsza, dlatego przygotowuję chruściki z połowy porcji – dla dwojga czy trojga wystarczy w zupełności. Mniej pracy, mniej kalorii, ale radość równie wielka, jak w dzieciństwie! Z całej rodziny dziś już chyba tylko ja smażę chrust co roku. I zawsze z tego samego przepisu – z gazety sprzed wielu, wielu lat. Wierzcie mi, nigdy u nikogo nie jadłam lepszych, tak są delikatne, kruche i pyszne.chruściki

Na wielki talerz chruścików potrzebne będą:

  • 1,5 szklanki mąki + jeszcze trochę (tym razem dołożyłam 3 łyżki, ale bywa różnie)
  • 3 żółtka
  • 1/2 szklanki gęstej, niezbyt kwaśnej śmietany (takiej bez zagęszczaczy – skrobi czy żelatyny)
  • 1 łyżka spirytusu 96%
  • tłuszcz do głębokiego smażenia – użyłam oleju rzepakowego

chruściki

Chruściki – wykonanie

Przygotowanie ciasta:

  1. Na stolnicę wysyp kopczyk z 1,5 szklanki mąki pszennej lub orkiszowej (ja od dawna kupuję już prawie wyłącznie orkiszową, ale faworki robiłam z niej pierwszy raz). W kopczyku mąki zrób dołek i dodawaj po jednym żółtku i trochę śmietany. Mieszaj widelcem. Stopniowo dodawaj kolejne żółtka i śmietanę, a do ostatniej porcji nie zapomnij dolać spirytusu.
  2. Po wstępnym wymieszaniu ciasta widelcem zacznij zagniatać je dłońmi. Pewnie będzie trochę się kleić – wówczas dodawaj po trochu mąkę, po pół łyżki na raz i zagniataj. Ja tym razem musiałam dodać aż 3 dodatkowe kopiaste łyżki mąki. To zależy od wielkości żółtek i gęstości śmietany. Gdy tylko ciasto przestanie bardzo przyklejać się do stolnicy – przestań dosypywać mąki. Jeśli dodasz jej zbyt dużo – ciasto stanie się twarde, a tego nie chcemy. Aha, i postaw już rondel z tłuszczem na palniku – niech się powoli rozgrzewa.

Wybijanie ciasta (rzucanie o stolnicę!)

Po zagnieceniu ciasta przychodzi czas na jego wybijanie. Polega to na podnoszeniu kuli ciasta i rzucaniu na stolnicę, choć niektórzy zalecają wybijanie ciasta wałkiem. Ja jednak uważam, że rzucane ciasto lepiej się napowietrza, a chodzi głównie o to, aby pojawiło się w nim jak najwięcej pęcherzyków powietrza. To dzięki temu gotowe chruściki są tak kruche i delikatne, że aż trudno donieść je do ust.

Stare, przedwojenne szkoły zalecały rzucać ciastem nawet 1000 razy (któregoś roku tak właśnie zrobiłam – rzucając ciastem, doliczyłam do tysiąca!), ale myślę, że 300 razy wystarczy w zupełności. To zajmuje tylko kilka minut, a rzucając – można się wyżyć albo i zemścić na prawdziwych lub wyimaginowanych wrogach 😀

chruściki

Gotowe ciasto koniecznie przykryj miską, żeby nie wysychało.chruściki

Chruściki – wałkowanie, formowanie i smażenie

  1. Odkrawaj po kawału, rozpłaszczaj i wałkuj jak najcieniej na stolnicy lekko tylko oprószonej mąką.

    chruściki

  2. Rozwałkowane ciasto pokrój w paski, następnie w odpowiedniej długości prostokąty, a każdy z nich natnij na środku. Przez ten otwór będziesz przeciągać jeden koniec ciastka, aby je przewinąć i uzyskać tradycyjny faworkowy kształt.
  3. Zrób teraz próbę temperatury oleju – jeśli niewielki kawałek ciasta wrzucony na rozgrzany tłuszcz od razu zaczyna pływać i smażyć się, a nie opada na dno – można przystąpić do smażenia chrustu.chruściki
  4. Ciastka sukcesywnie wałkuj, wycinaj, przewijaj i smaż z obu stron na słomkowy lub lekko rumiany kolor. Gotowe układaj na talerzu wyłożonym papierowym ręcznikiem, aby odsączyć nadmiar tłuszczu.

  5. Po przestudzeniu jednej partii obtocz ciasteczka w cukrze pudrowym – grubiej lub cieniej, jak lubisz – i układaj na dużym talerzu. Po czym smaż następną porcję – aż do wyczerpania ciasta.

    chruściki

Chruściki gotowe, uff!

Teraz nareszcie możesz zaparzyć sobie ulubioną kawę lub herbatkę – u nas to Iwan czaj – i uraczyć się najlepszymi na świecie chruścikami. Smacznego! Tłuszczu pozostałego po smażeniu nie wylałam tak po prostu – niedługo dowiesz się, co z niego zrobiłam. Może i Ty wykorzystasz go w ten sposób?chruściki

6 thoughts on “Chruściki – najmilsze wspomnienie dzieciństwa

      1. Oj rozmarzyłam się….. Owe chruściki są tak doskonałe, że w dzieciństwie wywoływały z najmroczniejszych zakamarków duszy najgorszą znaną mi żądzę- aby porwać jeden z talerzy, uciec z nim gdzieś i mieć go całego tylko dla siebie….. Nigdy tego nie zrobiłam ale owo uczucie pamiętam do dziś :-)) Jednak każdy ma jakiegoś diabełka w środku…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *