Sok marchewkowy, czyli domowy Kubuś

sok marchewkowy

Wielka i nieprzeparta ochota na sok marchewkowy na zimę a'la Kubuś naszła mnie po wizycie na blogu Marzyni, tutaj (klik). Bo taki soczek z własnych warzyw do butelek na zimę chodził za mną od jakiegoś czasu, ale dopiero sugestywny opis Marzyni ostatecznie przesądził sprawę. Klamka zapadła, gdy zdałam sobie sprawę, że mam pod ręką wszystkie potrzebne produkty. Poczytałam sobie jeszcze inne przepisy tu i tam, bo od dawna je napotykam, a następnie zrobiłam - oczywiście - po swojemu. W rezultacie powstał mój domowy Kubuś w kilku wariantach i okazało się, że jest nadspodziewanie pyszny! Dlaczego dopiero teraz go przygotowałam??? Tyle lat straconych 😀 Kontynuuj czytanie →

Chutney ze śliwek i czerwonej cebuli

chutney ze śliwek

Część tegorocznych węgierek postanowiłam przeznaczyć na chutney ze śliwek. Inspiracja pochodzi od nieocenionej Bei - szkoda, że już jakiś czas temu przestała publikować na swoim blogu, bo jest naprawdę wyjątkowy. Na szczęście jej miejsce w sieci pozostało i wciąż można korzystać ze wspaniałych przepisów. Ja wybrałam przepis na chutney śliwkowy, ale nie odwzorowałam go w stu procentach. Przygotowałam trochę tak, jak Bea, a trochę tak, jak mi podpowiadała intuicja kulinarna. Efekt jest wspaniały, dlatego warto przygotować od razu podwójną porcję. Kontynuuj czytanie →

Risotto z borowikami

risotto z borowikami

Dziś przedstawiam kolejny przepis we włoskim stylu - risotto z borowikami. Tak się bowiem złożyło, że z ostatniego grzybobrania wróciliśmy z borowikami (prawdziwkami) w ponadprzeciętnej ilości. Bo prawie zawsze z Puszczy Noteckiej wracaliśmy z jakimś prawdziwkiem w koszyku, ale w porywach były to 3-4 sztuki, a czasem tylko jeden szlachetny grzybek. To dlatego, że w puszczy królują raczej rozmaite podgrzybki i ich zawsze zbieraliśmy najwięcej. A te borowiki to tylko ku uciesze i na osłodę - zawsze było ich za mało, aby ugotować z nich jakąś konkretną potrawę. Aż do teraz, gdy trafiliśmy w takie miejsce i taki czas, że udało nam się zebrać pełen kosz szlachetnych grzybów - borowików i rozmaitych koźlarzy. I jeszcze pierwsze w sezonie gąski zielonki na dokładkę. Kontynuuj czytanie →

Koktajl z gruszek i jarmużu

koktajl z gruszek i jarmużu

Koktajl z gruszek i jarmużu powstał u mnie w ramach akcji ratowania warzyw i owoców przed degradacją. A co to jest degradacja? No cóż, wypada spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że ta cała degradacja to jest po prostu powolne zmierzanie do zepsucia. Mięknięcie, gnicie, pleśnienie - czyli zniszczenie czy unicestwienie, mówiąc wprost. Oczywiście gnijące czy pleśniejące jedzenie bezwzględnie trzeba wyrzucić, ale cała sztuka polega na tym, aby uchwycić właściwy moment. Ten, w którym owoce są już bardzo miękkie i mocno dojrzałe, ale jeszcze nie zaczynają się psuć. Oprócz miękkich gruszek i lekko zmęczonego jarmużu (był już najwyższy czas na jego wykorzystanie!) dodałam do koktajlu parę innych składników. Czyli jakich? O tym przeczytasz w dalszej części artykułu. Kontynuuj czytanie →

Ciasto z czarną porzeczką

ciasto z czarną porzeczką

Dziś zamieszczam przepis na ciasto z czarną porzeczką. Pokazywałam już na blogu ulubione ciasto mojej siostry - cudowne, z agrestem. Wspominałam również o murzynku, ulubionym cieście męża, aż wreszcie postanowiłam pomyśleć o sobie. Bo dziś opisuję MOJE NAJULUBIEŃSZE CIASTO Z OWOCAMI! Receptura pochodzi z Francji. Dostałam ją od pani, która po wielu przeżytych we Francji latach wróciła do Polski po śmierci męża. Na początku lat 90-tych to ciasto nie było takie łatwe do zrobienia - zdobycie mielonych migdałów graniczyło z cudem. Starsza pani ratowała się prywatnym importem z Francji, a ja czasem podpinałam się pod jej zamówienia. Potem już było łatwiej o migdały w naszym pięknym kraju. Najpierw sama mieliłam je w maszynce (migdały były ze skórką). Niebawem mielone migdały pokazały się w delikatesach, a wkrótce nawet w dyskontach spożywczych. Kontynuuj czytanie →