Dyniowa chałka

dyniowa chałka

Wow, mówię Ci, upiekła mi się superaśna dyniowa chałka. A właściwie trzy chałki! Poszukując pomysłów na zagospodarowanie musu dyniowego (klik), natknęłam się na niezwykle ciekawy przepis na wegańską chałkę, gdzie dla koloru i poprawy wilgotności ciasta, a pewnie też trochę zamiast jajek, używa się właśnie puree z dyni. Piekłam już różne chałki, bo bardzo je lubię. Moje chałki nie są zwykle napakowane masłem, jajkami i mlekiem. Te, które piekłam, to raczej pewien rodzaj lekko słodkiego chlebka, a nie drożdżowy wypiek typu babka czy placek. Nigdy dotąd jednak nie skupiałam się na całkowitym unikaniu produktów odzwierzęcych. Jeśli nawet niektóre moje wcześniejsze chałki były wegańskie, to zupełnie przypadkowo. Kontynuuj czytanie →

Ciasteczka na Boże Narodzenie

ciasteczka na Boże Narodzenie

Lubię piec rozmaite ciasteczka na Boże Narodzenie. Zazwyczaj kruche lub korzenne, albo orzechowe. Pewnie większość moich Czytelników w okolicach świąt wypieka pierniczki - są to tradycyjne, lubiane ciastka bożonarodzeniowe. I my też bardzo lubimy jeść pierniczki. Jednak w codziennym pośpiechu rzadko znajduję czas na ich pieczenie, przez co zwykle kończy się na kupnie katarzynek oraz serc w czekoladzie z Kopernika (to moja ulubiona wytwórnia pierników). Bo za pierniczki trzeba się zabrać odpowiednio wcześnie. Najpierw w porę zagnieść dojrzewające piernikowe ciasto, a potem upiec ciastka na tyle długo przed świętami, by ewentualnie zdążyły skruszeć i zmięknąć. Chyba nie jestem wystarczająco dobrze zorganizowana, by zdążyć na czas... Tymczasem kruche i inne ciastka przygotowuje się niemal na ostatnią chwilę. Wystarczy nawet jedna zarwana przedświąteczna noc, by cieszyć się kilkoma rodzajami doskonałych ciasteczek. I niczego nie trzeba wałkować! Kontynuuj czytanie →

Szarlotka mojej Mamy

szarlotka mojej mamy

Skoro jesień, to jabłka, a skoro jabłka - to szarlotka, a najlepiej - szarlotka mojej Mamy. A raczej jabłecznik mojej mamy, bo ona sama nigdy nie nazywała tego pysznego i prostego ciasta szarlotką. W czasach mojego dzieciństwa to był po prostu jabłecznik. Mama na szczęście często go piekła. Uwielbiałam to ciasto! A najbardziej wtedy, gdy było świeżutkie i ciepłe, przed chwilą wyjęte z piekarnika. Mama nie chciała się godzić na jedzenie tak świeżego ciasta. Ostrzegała, że brzuchy nas rozbolą. Na szczęście dziecięce brzuchy nigdy nie odmówiły współpracy, a ciepły jabłecznik szczęśliwie nigdy nam nie zaszkodził. Kontynuuj czytanie →