Marynowany czosnek z Korei

marynowany czosnek

Niedawno przygotowałam marynowany czosnek, a przepis na niego ponoć pochodzi prosto z Korei. Przymierzałam się do tej marynaty chyba ze 3 lata, ale wciąż coś stawało na przeszkodzie. A to brak czasu, a to za mało czosnku, a to nie miałam jasnego sosu sojowego. Aż wreszcie w tym roku kupiłam 5 kilogramów niewymiarowego czosnku i przystąpiłam do działania. Niewymiarowy czosnek nie jest drogi, więc bardzo dobrze nadaje się do wszelkich eksperymentów. To jest pełnowartościowy czosnek, tylko nie w główkach, a pokruszony. W całej partii są tylko połówki, ćwiartki i pojedyncze ząbki. Niektóre są bardzo duże, inne bardzo małe, a niektóre mają rozmiar "normalnego" ząbka czosnku. I tu pojawia się mała uwaga - cóż to jest "normalny" ząbek czosnku? Czosnek to roślina, żywa istota, która rodzi mniejsze i większe cząstki zwane ząbkami. I wszystkie one są normalne - i te malutkie, i te bardzo duże. A marynowany czosnek na razie wygląda tak: Kontynuuj czytanie →

Moskole

moskole

Moskole są jednym z najmilszych kulinarnych wspomnień kilku naszych pobytów w Zakopanem. Nie raz i nie dwa ratowały nasze wegetariańskie brzuchy w krainie wszechobecnego mięsa, gdzie królują rozmaite "koryta" wypełnione boczkiem, żeberkami i karkówką. Albo mięsnymi przysmakami z grilla. Wszystko to piękne, pachnące i smaczne, ale co ma w tym światku mięsem i tłuszczem płynącym jeść skromny i cichy wegetarianin? Zazwyczaj może zamówić niektóre pierogi, pomidora z bundzem, oscypki z grilla lub patelni albo moskole, najczęściej z masłem czosnkowym. Próbowaliśmy tego wszystkiego, ale najmilej wspominamy moskole. A że w naszej okolicy ostatnio spadł śnieg, a my już dawno nie byliśmy na Podhalu (bo od nas to jest pioruńsko daleko), to nostalgicznie przygotowałam sobie te placki w domu. I przeniosłam się na chwilę do zupełnie innej rzeczywistości, wypełnionej górskimi wycieczkami, spacerami po dolinach tatrzańskich i muzyką Karpat. Kontynuuj czytanie →

Jabłecznik tradycyjny

jabłecznik tradycyjny

To jest wspaniałe ciasto na jesienny czas, taki właśnie jabłecznik tradycyjny piekła w dawnych czasach moja ciocia. Zawsze bardzo mi smakował, więc postanowiłam go sobie przypomnieć i odkopałam przepis w starym zeszycie. Oczywiście figuruje tam pod tytułem "Jabłecznik cioci Przemki", bo przecież nie może być inaczej 🙂 Moja Mama piekła jabłecznik na cieście półkruchym (link do receptury znajdziesz pod koniec wpisu). A tymczasem jabłecznik cioci to dwie warstwy biszkoptu z dodatkiem oleju, przełożone musem jabłkowym. Na wierzchu musi być warstwa słodkiego lukru, bo bez lukru to już nie jest to samo ciasto. Dla przeciwwagi wcale nie dodaję cukru do jabłek, którymi przekładam placek, ale tutaj każdy może to zrobić po swojemu. Wiele osób woli, gdy warstwa jabłkowa też jest słodka. My jednak lubimy kontrast. Kontynuuj czytanie →

Pigwa w rumie

pigwa w rumie

Pigwa w rumie to nie jest przepis na nalewkę, o nie! Ale mimo to jest to bardzo smaczny pomysł na te późnojesienne owoce - pigwa w rumie stanowi bowiem pyszny dodatek do herbaty i deserów. Przepis dostałam od naszych Sąsiadów, wraz z miską owoców pigwy. Było to w czasach, gdy jeszcze nie mieliśmy własnego drzewka, czyli w latach 90-tych. Teraz już od dawna mamy własną pigwę i dlatego przygotowuję z niej rozmaite pyszności, a przepisy na nie znajdziesz na końcu tego wpisu. Każda jesień to kolejne przetwory z pigwy. Czasem zupełnie nowe, a czasem wielokrotnie sprawdzone. Ten dzisiejszy przepis jest sprawdzony, ale nie przygotowywałam pigwy w rumie już od wielu lat. A teraz sobie o niej przypomniałam, przeglądając mój stary zeszyt z przepisami. Kontynuuj czytanie →

Gruszki w lekkiej marynacie

gruszki w lekkiej marynacie

Gdy otrzymałam wiaderko gruszek, o którym wspomniałam tutaj, część owoców postanowiłam przerobić na gruszki w lekkiej marynacie. Powstały tylko trzy słoiki, bo bardzo chciałam tych gruszek spróbować. Robiłam je po raz pierwszy, więc nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Ale spore doświadczenie w robieniu rozmaitych przetworów oraz kulinarna intuicja podpowiedziały mi, że uzyskam wspaniały efekt. Publikuję ten wpis po miesiącu od przygotowania marynaty, więc upłynęło wystarczająco dużo czasu, aby smak gruszek dojrzał w słoikach. Otworzyłam jeden na próbę i okazało się, że to wielki sukces. Bo gruszki w lekkiej marynacie są po prostu pyszne. Kontynuuj czytanie →